Bartłomiej Pawlak
W miejsce to trafiłem tak naprawdę trochę przypadkiem, poszukując pomysłu na kolejną wycieczkę rowerową po limanowszczyźnie. Wodząc palcem po mapie, patrząc na satelitarne zdjęcia Google, korzystając z własnej znajomości okolic starałem się wytyczyć pętlę prowadzącą przez miejsca, w których nie byłem, a liczyłem, że okażą się interesujące. I tak właśnie natknąłem się na górę Dział (554 m.n.p.m.) ze stojącym na nej metalowym krzyżem milenijnym. Wzgórze usytuowane jest pomiędzy czterema miejscowościami – Dobra, Podłopień, Wilkowisko i Stróża. Trafiłem tam późną wiosną, godzinę przed zachodem słońca, gdy całe otoczenie, góry i doliny zalane były złotą poświatą. Stanąłem, rozejrzałem się dookoła i zaniemówiłem z wrażenia. Chociaż podjechałem na Dział autem tylko na szybki rekonesans, to po omieceniu wzrokiem okolicy już wiedziałem jak będzie wyglądała moja najbliższa wycieczka rowerowa. Długo nie trzeba było czekać, bo już tydzień później przemierzałem beskidzkie drogi, licząc na jeszcze więcej zapierających dech w piersiach widoków.
Start trasy jak zawsze w moim przypadku umiejscowiłem w centrum Dobrej, przy zabytkowym, drewnianym kościele z XVII w. p.w. św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Obok niego znajduje się duży parking, więc pozostawienie samochodu w bezpiecznym miejscu nie nastręcza najmniejszego problemu. Pomiędzy starym i nowym kościołem ulokowana jest zabytkowa plebania, w której mieści się Muzeum Parafialne.
Z centrum Dobrej kieruję się na wschód, mijając po drodze centralny plac z fontanną, liczne sklepy i lokale usługowe, a na koniec zabytkowy Park im. Stanisława Małachowskiego z muszlą koncertową oraz zabudowaniami podworskimi w pobliżu, zaadaptowanymi na działalność kulturalną.
Od Dobrej przez Podłopień, Tymbark oraz Piekiełko, cały czas towarzyszy mi rzeka Łososina. Została ona uregulowana jeszcze w latach ’70 poprzedniego wieku, ujęta w betonowe baseny będące dawniej nie lada atrakcją dla okolicznych mieszkańców oraz wypoczywających w Beskidzie Wyspowym turystów. Obecnie wiele z nich jest mocno nadgryzionych zębem czasu, zarośniętych krzewami i wysokimi trawami – natura odbiera co swoje, co człowiek kilkadziesiąt lat temu próbował przekształcić na swoją modłę. Z jednej strony dobrze, z drugiej żal, że to wszystko niszczeje i niknie w krzakach.
Jadę na zmianę raz prawym, raz lewym brzegiem rzeki, przejeżdżając z jednej strony na drugą dość gęsto rozmieszczonymi mostami. Po prawej rozciąga się rozłożysty masyw Łopienia (961 m.n.p.m.), a po lewej sporo niższe wzniesienia u podnóża których wiją się tory kolejowe Galicyjskiej Kolei Transwersalnej.
Pomiędzy Podłopieniem i Tymbarkiem mamy do dyspozycji 2 km ścieżki rowerowej nad samą rzeką, z wiatą wypoczynkową mniej więcej pośrodku trasy. Ścieżka kończy się przy sporych rozmiarów miasteczku rowerowym, od którego nazwę przyjął przystanek PKS „Tymbark Miasteczko Rowerowe”.
Warto podjechać na położony trochę powyżej rynek – jego odnowiona płyta wraz z przyległościami, fontanna, zadbane kamieniczki oraz domy, a także budynek Urzędu Gminy sprawiają bardzo dobre wrażenie. Będąc na Rynku polecam wizytę w zlokalizowanej naprzeciw kościoła kawiarni – mają tam pyszne lody oraz mrożoną kawę z bitą śmietaną.
Po przerwie kawowej ruszam dalej kierując się w stronę nieczynnej stacji PKP i zakładu produkującego znane napoje „Tymbark”. Hala zakładu wzbogaciła się ostatnio o wielkoformatową grafikę zdobiącą jej ściany zewnętrzne, zachęcając i kusząc dorodnymi, czerwonymi jabłkami.
Odcinek z Tymbarku w stronę Piekiełka jest bardzo malowniczy. Droga delikatnie kluczy pomiędzy wzniesieniami po obu jej stronach (Paproć 640, Zęzów 695 m.n.p.m.), tak jak i rzeka Łososina, która taki przebieg wybrała sobie jako optymalny. A skoro natura wiedziała jak najlepiej wytyczyć przebieg rzeki przed setkami a może i tysiącami lat, to również człowiek wykorzystał tę wiedzę, prowadząc obok koryta Łososiny drogę oraz linię kolejową. Zaraz za Tymbarkiem można zobaczyć pozostałości Galicyjskiej Linii Transwersalnej w postaci stalowego, kratownicowego mostu. Obowiązkowe na tym odcinku jest pamiątkowe zdjęcie z tablicą „Piekiełko”.
Na skrzyżowaniu w Piekiełku skręcam w lewo i zaczynam lekki podjazd w kierunku Rupniowa. Jest to dosyć ruchliwy odcinek trasy, ze względu na to, że przez położone nieopodal Stare Rybie prowadzi najkrótsza droga z Krakowa do Limanowej. Na szczęście to tylko raptem 1,5 km, więc nie ma dramatu. W Rupniowie odbijam na wzniesieniu z głównej drogi w lewo, by po kilkuset metrach ponownie skręcić w lewo, w boczną drogę.
Od tego momentu zaczyna się podjazdowy, liczący około 5 km odcinek. Nachylenie jest umiarkowane, kolejne metry w pionie wchodzą bez większego wysiłku. Może to zasługa otaczających mnie widoków? Po prawej stronie góra Kostrza (729 m.n.p.m.), dalej Świnna Góra (611 m.n.p.m.), Grojec (635 m.n.p.m.), Stronia (665 m.n.p.m.) i Zęzów (695 m.n.p.m.) po stronie lewej. Przede mną asfaltowa wstęga drogi pnąca się w górę pomiędzy domami i łąkami.
Gdy już nabrałem wysokości, po obejrzeniu się za siebie zobaczyłem szeroką panoramę na wschód. Przystanąłem, wyciągnąłem lornetkę i spokojnie zlustrowałem okolicę. Patrząc od lewej strony, na horyzoncie rysowała się Kamionna (801 m.n.p.m.) z wystającą ponad korony drzew wieżą widokową, bardziej w prawo zielony, strzelisty dach kościoła w Pasierbcu. Prześlizguję się wzrokiem po kolejnych wzniesieniach górujących na Młynnym, Łososiną, Górną, Sowlinami i Limanową. Najbardziej na prawo dostrzegam Łysą Górę (781 m.n.p.m.) z charakterystycznym pasem stoku narciarskiego. Naprawdę, jest co podziwiać. Niewysokie, ale gęsto rozsiane górki z kostkami domów przyklejonymi do ich zboczy, łąki, lasy i pola uprawne – to wszystko sprawia, że obserwowany pejzaż wydaje się dynamiczny.
Jeszcze kilkaset metrów i podjazd wypłaszcza się, otwiera się okno widokowe bardziej na południe w stronę Łopienia (961 m.n.p.m.). W nagrodę za podjechane kilometry, czeka mnie teraz krótki, ale szybki zjazd na przełęcz pomiędzy Zawadką i Wilkowiskiem.
Na szczęście nie straciłem wiele z zarobionej wysokości i po pokonaniu jeszcze dwóch intensywnych, ale krótkich podjazdów staję na szczycie Działu (554 m.n.p.m.) przy otoczonym ogrodzeniem krzyżu milenijnym. Pogoda jest fenomenalna, powietrze przejrzyste, zatem dostrzeżenie położonych kilkadziesiąt kilometrów na północ kominów elektrociepłowni w Skawinie i Krakowie, wieży telewizyjnej na Chorągwicy, czy białych ścian klasztor w Chebdowie, nie sprawia większego problemu, zwłaszcza przez lornetkę. Na bliższym planie patrząc nadal na północ, jak na dłoni widoczne jest Pogórze Wielickie, jeszcze bliżej ogromne połacie sadów w okolicach Góry Św. Jana, Raciechowic i Zegartowic.
Zataczając wzrokiem okrąg zgodnie z ruchem wskazówek zegara widać Kostrzę (729 m.n.p.m.), w oddali Beskid Sądecki, może nawet jakieś szczyty Gorców, na południu masywny, rozłożysty garb Łopienia (961 m.np.m.), na zachodzie Śnieżnicę (1007 m.n.p.m.), Pieninki Skrzydlańskie, Ciecień (830 m.n.p.m.), Księżą Górę (643 m.n.p.m.) oraz Grodzisko (618 m.n.p.m.). Całe centrum Beskidu Wyspowego jak na dłoni. Niczym baletnica kręcę się dookoła chwytając coraz to nowe kadry, dostrzegając kolejne szczegóły. Niemal pod nogami mam wieżę kościoła w Wilkowisku, gdzieś dalej będzie Jodłownik, bardzie w lewo Stróża, Skrzydlna i Szczyrzyc, za wzniesieniem na południu Podłopień i Dobra.
Coś niesamowitego, z tej perspektywy jeszcze nigdy nie podziwiałem tak dobrze znanych mi terenów. Radość z odkrycia tego miejsca miesza się ze zdziwieniem, zaskoczeniem, zachwytem i zauroczeniem. Spędzam na Dziale (554 m.np.m.) sporo czasu wodząc wzrokiem po otaczającym mnie szczytach, spoglądają w głąb dolin, chłonąc każdy szczegół, każdy detal, robiąc dziesiątki zdjęć, ze świadomością, że żadne z nich nie będzie nawet w połowie tak doskonałe jak to, co widzę tu i teraz. Żadne zdjęcie nie odda przestrzeni, gry chmur ma błękitnym niebie, całej palety odcieni zieleni wiosennej przyrody budzącej się do życia.
Czas na chwilę zwolnił, a może nawet się zatrzymał, jednak kiedyś w końcu musiałem ruszyć w dalszą drogę. Przez przeszło kilometr przyszło mi jechać płaskim grzbietem wzniesienia, pośród soczystej zieleni traw, złotych łanów kwitnących mleczy, mając przed sobą masyw Śnieżnicy (1006 m.n.p.m.) i Pieninki Skrzydlańskie. Gdybym dalej jechał prosto trawiastym grzbietem, zjechałbym zapewne do Stróży, ale mnie droga wypadała bardziej w lewo, w kierunku Dobrej.
Wąska, asfaltowa lokalna droga prowadziła trochę w dół, potem znowu pod górę, by w końcu przejść w ostry zjazd w dół aż do drogi z Dobrzej w kierunku Porąbki oraz Szczyrzyca. Zanim jeszcze dojechałem do głównej drogi, to na chwilę przystanąłem przy przejeździe kolejowym nieczynnej linii nr 104, której torowisko z każdym rokiem coraz bardziej zarasta, kryjąc ostry podjazd od stacji w Dobrej do Porąbki. Budowana obecnie linia kolejowa Podłęże-Piekiełko niestety będzie omijać ten malowniczy i widokowy odcinek starej linii kolejowej – co się z nią stanie w przyszłości? Nie wiadomo. Mowa jest o przejazdach składów retro, drezynach, może trasie rowerowej…
Znad przejazdu kolejowego przy którym się zatrzymałem roztacza się kolejna górska panorama z widokiem na Łopień (691 m.n.p.m.), Mogielicę (1170 m.n.p.m.), Jasień (1063 m.n.p.m.) i Śnieżnicę (1006 m.n.p.m.). Kilka zdjęć i ruszam dalej, by po kilku minutach zameldować się na stacji kolejowej w Dobrej. Niestety, od kilku lat pociągi już się tutaj nie pojawiają, charakterystyczne budynki stacyjne niszczeją, tory zarosły trawą, dorodne kasztanowce ocieniające peron zostały wycięte, a niemymi świadkami czasów świetności są jedynie dumnie stojące semafory kształtowe i przytwierdzona do elewacji tabliczka „Dyżurny Ruchu”.
Nie mogę sobie odmówić jeszcze jednej kolejowej perełki, a mianowicie podjechania pod wysoki wiadukt kolejowy położony na łuku, tuż za stacją w kierunku Tymbarku. Dawniej dobrze widoczny z daleka, dzisiaj zamaskowany wybujałymi drzewami, których nikt nie przycina. Stojąc u jego stóp, w cieniu betonowych filarów, przypominam sobie toczące się po nim, zwalniające przed stacją parowozy, ciągnące za sobą wagony „ryflaki” w ciemnozielonym malowaniu. Wiadukt jest na tyle charakterystyczny, że można go rozpoznać w kilku filmach.
Na koniec mijam Park Stanisława Małachowskiego, wspinam się na Plebańską Górkę nad centrum Dobrej, skąd na pożegnanie omiatam wzrokiem góry, które towarzyszyły mi przez cały dzień w trakcie mojej wycieczki.
Czas na krótkie podsumowanie, bo i trasa nie jest szczególnie długa, raptem jakieś 35 km. Przewyższenie w granicach 600 m to niby nie tak wiele, ale na tak krótkim dystansie w sam raz, żeby poczuć trochę zmęczenia. Doskonała okazja na zapoznanie się z Beskidem Wyspowym, dla osób, które jeszcze tutaj nie kręciły – daje przedsmak większych górek i podjazdów, ale nie zniechęca przy pierwszym spotkaniu. Wręcz kokieteryjnie kusi i nęci, zaprasza do kolejnej wizyty. Całość trasy prowadzi asfaltowymi bocznymi drogami, ruch samochodowy jest niewielki, tłumu rowerzystów brak. Za to piękne widoki towarzyszą nam niemal całą drogę. Zmieniają się panoramy obserwowane z różnych miejsc, zmienia zestaw gór w kadrze aparatu, a nawet te same góry czy wzniesienia obserwowane z różnych stron prezentują się odmiennie. Dla miłośników kolei sporo akcentów z nią związanych – zarówno historii linii nr 104, jak i tego co dzieje się tu, i teraz, czyli budowy linii Podłęże-Piekiełko (pod górą Dział będzie przebiegał najdłuższy tunel na trasie). Pasjonaci drewnianego budownictwa sakralnego znajdą w okolicach mnóstwo zabytkowych kościołów. A kto szuka ciszy, spokoju, kontaktu z naturą, miejsc do pobycia sam na sam ze swoimi myślami w pięknych plenerach, ten na pewno będzie czuł się tu dobrze. Taki jest właśnie Beskid Wyspowy.
FILM
PODSUMOWANIE

MAPA
GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ
☕ WSPÓLNA KAWA ☕
Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:



