Skip to content
Menu
Wiatr w Szprychach
  • Strona główna
  • Relacje
  • Rozmowy
  • Różne Różności
  • Kontakt
Wiatr w Szprychach

PROSZOWICE – WIŚLICA – śladem dawnej wąskotorówki

Opublikowano 20 sierpnia 202620 sierpnia 2026

Bartłomiej Pawlak

Tematyka rowerów i kolei przeplatając się ze sobą, kilkukrotnie gościła już w relacjach na blogu, a to jako forma transportu podczas wycieczek rowerowych, innym razem jako lokalna atrakcja turystyczna, albo też w postaci trasy wiodącej śladem dawnego szlaku kolejowego. Takich pokolejowych, rowerowych tras jest w Polsce całkiem sporo, z czego mieliśmy okazję przejechać kilkoma z nich:

  • Nowy Targ – Trstena –  fragment Szlaku Wokół Tatr
  • Miechów – Charsznica – fragment VeloSzreniawa
  • Złocieniec – Połczyn Zdrój – fragment Starego Szlaku Kolejowego R15
  • Grodków – Gałążczyce  – fragment pętli wokół Grodkowa
  • Większyce – Polska Cerekiew – Ścieżka Rowerowa Kolejowym Szlakiem
  • Godów – Zebrzydowice – Żelazny Szlak Rowerowy

Teraz do kolekcji dołącza następna trasa poprowadzona śladem dawnej wąskotorówki, Jędrzejowskiej Kolei Dojazdowej. Prowadzi ona z Posądzy przez Proszowice, Kazimierzę Wielką do Wiślicy. To przeszło 50 km wydzielonej drogi dla rowerów wijącej się pośród pagórków Płaskowyżu Proszowickiego oraz Ponidzia. Cała trasa to fragment europejskiego szlaku EuroVelo11. Małopolski odcinek z Posądzy do Lekszyc oznaczony jest właśnie piktogramami EV11, natomiast z tablic informacyjnych świętokrzyskiego fragmentu z Lekszyc do Koniecmostów spogląda na nas uśmiechnięty pyszczek chomika europejskiego.

Jak to bywa w przypadku kolei wąskotorowych, miały one zastosowanie bądź to militarne, bądź związane z obsługą lokalnych przewozów towarowych i pasażerskich. Jedno zastosowanie nie wykluczało drugiego i pełniąc funkcje cywilne stanowiły zabezpieczenie na czas wojny. Powstanie linii kolei wąskotorowej z Charsznicy przez Kazimierzę Wielką do Kocmyrzowa przypadło   na czas końca I Wojny Światowej, a fragmentu Pińczów – Cudzynowice (w pobliżu Kazimierzy Wielkiej) na 1925 rok, czyli czasy niespokojne z odradzającą się polską państwowością. Na pewno czynniki ekonomiczne, konieczność przemieszczania się ludności, funkcjonowanie cukrowni w Kazimierzy Wielkiej miały wpływ na decyzję o budowie wąskotorówki.

Linia nr 2018 z Charsznicy przez Miechów kierowała się dalej na wschód w stronę Działoszyc, następnie na południowy wschód w kierunku Kazimierzy Wielkiej, by tam odbić na południowy zachód do Proszowic i jeszcze dalej na zachód do Kocmyrzowa. Linia ta liczyła 98 km i w Kocmyrzowie stykała się z normalnotorową linią kolejową z Krakowa Głównego, tzw. „Kocmyrzówką”.

Druga z linii, nr 2014, Pińczów – Cudzynowice (w roku 1950 wydłużona na północ do Umianowic) liczyła 55 km. Obie linie spotykały się w pobliżu Kazimierzy Wielkiej, w Cudzynowicach. Obie też miały rozstaw szyn wynoszący 600 mm, w latach ’50 XX wieku zmieniony na 750 mm. Wchodziły w skład Jędrzejowskich Kolei Dojazdowych, świadcząc przewozy towarowe oraz pasażerskie. Niestety obie linie podzieliły los większości kolei wąskotorowych w całej Polsce – od ograniczania ruchu pasażerskiego na początku, następnie towarowego, zwieszenie i ostateczną ich likwidację w latach ’90 XX wieku.

Obsługę ruchu kolejowego zapewniał specjalny, wąskotorowy tabor kolejowy. Lokomotywy pracujące na tych liniach to głownie produkowane w chrzanowskim Fabloku parowozy PX48, polskie lokomotywy spalinowe WLs 150  oraz produkcji rumuńskiej Lyd2 i Lxd2.

Dla zachowania dopuszczalnych dla linii kolejowej nachyleń, jej trasa została  wytyczona w taki sposób, że wije się pośród okolicznych pagórków, zamiast linią prostą łączyć punkty na jej początku i końcu. Dodaje to niesamowitego uroku i malowniczości powstałej w śladzie dawnej wąskotorówki trasy rowerowej, a rowerzystom zapewnia komfortową i niewymagającą walki ze wzniesieniami jazdę.

POSĄDZA – PROSZOWICE

Pierwsze 5 km trasy to takie przywitanie i obeznanie z czekającymi nas przez najbliższe godziny widokami. Niestety, początek trasy jest trochę niefortunnie zlokalizowany, bo z bardzo ruchliwej drogi wojewódzkiej DW776 zwyczajnie odchodzi lokalna, boczna ulica. Bez żadnego parkingu, miejsca do rozpakowania rowerów, czy przygotowania się do trasy. Zwyczajnie, skrzyżowanie i w drogę.

Większość osób zapewne na początek wycieczki ze względów logistycznych wybierze Proszowice, ale myślę, że mimo wszystko warto podjechać do Posądzy, na start trasy. Pierwsze kilkaset metrów prowadzi lokalną drogą pomiędzy zadbanymi domami z pięknie utrzymanymi ogródkami i przystrzyżonymi trawnikami, by następnie przejść w wydzieloną drogę dla rowerów. Doprowadza nas ona na same obrzeża Proszowic, skąd ul. Kolejową wjeżdżamy co centrum miejscowości.

W śladzie drogi rowerowej wytyczona została Ziołowa Ścieżka Zdrowia. Co kilkaset metrów znajdują się duże donice z rosnącymi w nich ziołami, tablicami informacyjnymi przybliżającymi charakterystykę i działanie roślin. Pysznogłówka, tymianek, melisa, lawenda, czy szałwia kuszą kolorami i zapachami. Za ogrodzeniem jednej z posesji znajduje się większy ziołowy ogród, o nazwie „Stacja zioła”, stylistyką nawiązujący do kolejowej stacji i przebiegającej obok dawnej linii wąskotorówki.

Krajobraz zielono-złotych pagórków zachwyca. Takie widoki będą nam towarzyszyć przez większą część trasy.

Po dotarciu do ronda, ul. Kolejową zjeżdżamy wprost do centrum Proszowic.

PROSZOWICE

            Kto zaczynał wycieczkę w Proszowicach i był w centrum, może jechać dalej, a kto nie miał takiej okazji, to polecamy zjechanie kilkaset metrów główną ulicą 3 Maja w lewo. Warto zaglądnąć na zadbany rynek z fontanną i pomnikiem Tadeusza Kościuszki.

            Po wschodniej stronie Rynku znajduje się gotycki kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, budowę którego datuje się na połowę XV w. Różne były dzieje tej świątyni, zainteresowani mogą doczytać więcej na stronie parafii. Wspomnę tylko o zawaleniu się ściany szczytowej i gotyckiego sklepienia podczas burzy w 1824 roku oraz poważnych zniszczeniach w trakcie walk wojsk rosyjskich i austriackich w 1914 r. Kościół został odbudowany i wyremontowany, czego efekty można podziwiać obecnie.

PROSZOWICE – LEKSZYCE

Opuszczając centrum Proszowic mijamy wielki plac targowy, stalowym, nitowanym mostem (pozostałość infrastruktury kolejowej) przekraczamy rzekę Szreniawę i z wolna opuszczamy miejscowość. Jasne, czytelne i intuicyjne oznakowanie wyprowadza nas na obrzeża miasta. Podczas naszej wycieczki budowa kolejnej części obwodnicy Proszowic rozcinała ciągłość DDR, ale wytyczony i oznakowany został objazd dla rowerzystów, więc choć trochę inną drogą, ale bez problemu udało się dotrzeć do szlaku.

Na urodzajnych glebach w okolicach Proszowic rośnie chyba wszystko co możliwe – zboża, kukurydza, buraki, marchew, soja, cebula oraz inne warzywa. Pola mienią się kolorami złota dojrzałych zbóż oraz zielenią kukurydzy. Jak okiem sięgnąć okoliczne wzgórza i pagórki, to jedna wielka szachownica pól uprawnych. Wracając wieczorem, uruchomione były na polach duże zraszacze, które rozpylając wodę szerokim wachlarzem tęczowo mieniły się w promieniach słońca nisko zawieszonego nad horyzontem.

Mówią, że te okolice to taka „polska Toskania”. Nie lubię takich porównań – może jest odwrotnie? Może Toskania, to takie włoskie Proszowice? Czy nasze krajobrazy jeśli nazwiemy je per analogiam zagranicznym określeniem będą atrakcyjniejsze? Lepiej się sprzedadzą? Doda im to walorów? Mnie bliższy jest swojski opis z Pana Tadeusza „…pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem…”

LEKSZYCE – KAZIMIERZA WIELKA

Czy w Lekszycach zauważamy przekroczenie granicy Województwa Małopolskiego i Świętokrzyskiego? Absolutnie nie. Ciągłość infrastruktury jest utrzymana, standard wykonania zachowany. Jedne co można wyłapać, to to, że w Małopolsce dominują oznaczenia trasy EV11, natomiast w Świętokrzyskim piktogramy ścieżki edukacyjnej z logotypem chomika europejskiego.

Jak okiem sięgnąć, po horyzont rozciąga się złoto-zielona szachownica pól uprawnych i górki, góreczki oraz pagórki, a pomiędzy nimi wije się asfaltowa wstążka drogi dla rowerów. Mimo pięknej pogody ruch jest raczej niewielki, zatem można się oddać kontemplowaniu otoczenia.

Droga cały czas wierci i kręci się pomiędzy wzgórzami, raz lekko w górę, to znowu trochę w dół. Ze względu na standardy wytyczania linii kolejowych, nachylenia podjazdów są niewielkie i tym samym jeśli nawet dość długie, to zasadniczo nie są męczące. Ostatnie kilometry przed Kazimierzą Wielką trasa lekko wspina się w górę, by ostatecznie nagrodzić nas długim, rozciągniętym zjazdem do miasta. Warto dodać, że co kilka kilometrów znajduje się MOR, gdzie pod zadaszeniem wiaty można odpocząć lub schronić się przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

KAZIMIERZA WIELKA

Pierwsza z napotkanych atrakcji to zbiornik wodny Małoszówka. Zaczynamy od zrobienia pętli ścieżką wytyczoną dookoła jeziora. Warto rozglądać się uważnie, my przyuważyliśmy kilka czapli siwych żerujących na płyciźnie, tuż przy gęstych zaroślach trzcin. Objazd kończymy delektując się lodami na tarasie lodziarni, z widokiem na zalew.

Przez Park Miejski, Aleją Parkową, przez sam jego środek zmierzamy do centrum miejscowości. U podnóża parkowego wzgórza płynie rzeka Małaszówka, po przekroczeniu której wjeżdżamy na zadbaną i pięknie utrzymaną groblę pomiędzy stawami.

Rynek jest niewielki, ale zadbany, z fontanną, kwietnymi rabatkami, otoczony niewysokimi budynkami z lokalami usługowymi.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Kazimierzy Wielkiej znajduje się nieopodal Rynku. Pochodzi z połowy XVII w, a końcem XIX w został rozbudowany. Wnętrze jasne, świetliste, ołtarze główny i boczne w białym kolorze z dużą ilością złoceń i czerwonymi akcentami. Jak głosi informacja na stronie parafii, styl ołtarzy to odrodzenie. Odmiana od krakowskich kościołów w centrum, gdzie barokowe ołtarze są często z czarnego marmuru ze złotymi ornamentami.

Zakładem przemysłowym nierozerwalnie związanym z Kazimierzą Wielką była cukrownia. Wybudowana w 1845 roku pod nazwą Cukrownia „Łubna” przez rodzinę Łubieńskich działała aż do 2006 roku, kiedy to została zamknięta. Jej historia pełna jest zmian właścicieli, nazw, udziałowców, akcjonariuszy, ale jedno jest pewne – wywarła wielki wpływ zarówno na samą miejscowość, okolice, jak i rolnictwo w regionie. Dzisiaj można zobaczyć główny budynek fabryczny projektu Tadeusza Stryjeńskiego – część zachowana w stanie z końca funkcjonowania zakładu oraz część po remoncie z urządzonym w niej marketem budowlanym. Naprzeciwko budynku głównego zachowała się do dzisiaj „baszta”, ale nie będąca pozostałością żadnego zamku, lecz stanowiącą częścią zakładu – dawniej mieściła się w niej gazownia, następnie mieszkania pracownicze, a obecnie funkcjonuje w niej muzeum.

Po zwiedzaniu chwila odpoczynku, najlepiej nad wodą, czyli na cyplu wcinającym się w staw, na którym znajduje się budynek PZW, kawiarnia, alejki z ławkami oraz tężnia solna. Roztacza się stąd ładny widok na zabudowania cukrowni, basztę oraz kościół.

KAZIMIERZA WIELKA – KONIECMOSTY

Ten fragment trasy trochę różni się od pokonanego wcześniej odcinka między Proszowicami, a Kazimierzą Wielką. Oprócz jazdy pośród wzgórz i pól uprawnych napotykamy tutaj na miejsca zalesione, z ukrytymi pośród gęstwiny dawnymi budynkami – najprawdopodobniej to dawne zabudowania stacyjne. Za miejscowością Kolosy wjeżdżamy w wilgotniejszy teren, mijamy szpalery przydrożnych wierzb, a nawet niewielki zbiornik wodny.

O atrakcjach przyrodniczych informują nas liczne tablice umieszczone przy rowerowej drodze. Wiaty wypoczynkowe oddalone są od siebie o kilka kilometrów, zatem ze znalezieniem dogodnego miejsca do odpoczynku nie ma żadnego problemu. Przed Wiślicą ponownie czekają na nas otwarte przestrzenie, rozległe lecz niewysokie wzniesienia. W połączeniu z rozgrywającym się na niebie spektaklem światła i chmur, światłocieniami na zielono-złotych polach uprawnych, wrażenie jest niesamowite. Można tak stać i obserwować bez końca.

            Wydzielona droga dla rowerów kończy się w miejscowości Koniecmosty, raptem 1,5 km od Rynku w Wiślicy, który to odcinek trzeba pokonać drogą wojewódzką DW776 w ruchu ogólnym. Jako, że droga jest szeroka, więc nie ma tragedii z pokonaniem tego fragmentu. Po drodze przejeżdżamy mostem nad rzeką Nidą, kawałek dalej mijamy rozlewiska dawnego starorzecza, po czym docieramy do Wiślicy.

WIŚLICA

Według podań, Wiślica to dawna stolica kraju Wiślan, której nazwa, jak głosi legenda, ma się ponoć wywodzić od Wiślimira, księcia tegoż plemienia.

Stojąc u wylotu ul. Długosza prowadzącej do Rynku, po prawej stronie znajduje się zarys kamiennych fundamentów kościoła szpitalnego św. Ducha. Na umiejscowionej obok tablicy można porównać zamieszczony szkic z obrysem fundamentów oraz użyć wyobraźni, by to sobie zwizualizować.

W głębi, za dawnym kościołem rozciągają się tereny rekreacyjne, z drewnianym amfiteatrem, boiskiem, wiatą wypoczynkową. Dalej, w kierunku grodziska ciągnie się wysypana szutrem ścieżka spacerowa, przy której stoją drewniany figury świętych.

Po dojściu do końca ścieżki, mostkiem w prawo docieramy do podnóża grodziska, wczesnośredniowiecznego grodu na gipsowym wzniesieniu, pośród mokradeł i rozlewisk rzeki Nidy. Drewniana ścieżka poprowadzona została obrysem dawnych wałów obronnych, jak również wewnątrz samej warowni, a ważne elementy grodu oznaczone i opisane na tabliczkach informacyjnych.

            Wracając z grodziska przechodzimy przez Psią Górkę, gdzie z tablicy informacyjnej dowiadujemy się o konflikcie Gniewosza z Dalewic z Władysławem Jagiełłą oraz królową Jadwigą i jak to musiał ów Gniewosz na owej górce odszczekać swoje oszczerstwa.

            Za zabudowaniami szkoły i przedszkola natrafiamy na zarys kolejnych kamiennych fundamentów – to pozostałości kościoła św. Marcina. Tak w tym przypadku, jak i kościoła św. Ducha, to współczesne, kamienne symulacje fundamentów, których „oryginały”  w rzeczywistości znajdują się pod ziemią.

Jadąc w kierunku Rynku ul. Jana Długosza, po prawej stronie, tuż przed głównym placem miejscowości znajduje się zespół kolegiacki, w skład którego wchodzą: kolegiata, Dom Długosza oraz dzwonnica.

Bazylika Kolegiacka Narodzenia NMP w Wiślicy w obecnym kształcie pochodzi z czasów Kazimierza Wielkiego, zbudowana w latach 1350-60. To już trzecia z kolei świątynia w tym miejscu. Ma specyficzną, dwunawową konstrukcję wspartą na stojących pośrodku słupach. Efekt jest o tyle nietypowy, że wchodząc do kolegiaty głównym wejściem, zamiast ołtarza głównego widzimy szpaler kolumn stojących pośrodku. Na kamiennych ścianach znajdują się pozostałości polichromii, przed głównym ołtarzem drewniane stalle, a w strzelistych, gotyckich oknach za ołtarzem, witraże.

W 1460 z fundacji Jana Długosza wybudowana została kamienica dla wiślickich wikariuszy i kanoników. W domu tym pod okiem Jana Długosza odbierali nauki synowie Kazimierza Jagiellończyka. Jak łatwo się domyślić, kamienica ta jest zwana Domem Długosza.

W zabudowaniach kolegiackich znajdujemy jeszcze jeden obiekt związany z Długoszem, a mianowicie wolnostojącą dzwonnicę, której jest fundatorem.

Po zwiedzeniu kolegiaty z przyległościami, udajemy się na jej tyły gdzie znajduje się Muzeum Archeologiczne w Wiślicy będące oddziałem Muzeum Narodowego w Kielcach. W pawilonie oraz rezerwacie archeologicznym zachowane zostały relikty dwóch wcześniejszych kościołów romańskich wraz z bezcenną płytą orantów.

POWRÓT

Po krótkim spacerze po Rynku i interesującej rozmowie w punkcie informacji turystycznej przyszedł czas na podróż powrotną. Nie przepadam za powrotami tą samą trasą, ale tym razem nie bardzo była inna opcja. Swoją drogą, okazało się, że oglądanie widzianych wcześniej pejzaży z innej perspektywy, w innym świetle okazało się być całkiem interesujące. Mając kilkaset wykonanych zdjęć, przeczytane informacje z tablic, powrót poszedł zdecydowanie szybciej niż przejazd do Wiślicy.

PODSUMOWANIE

To wycieczka, na którą trzeba przeznaczyć cały dzień i dysponować siłami do pokonania dystansu 120 km. Tyle wyszło w obie strony wraz z przejazdem na początek trasy w Posądzy, zjazdem do centrum Kazimierzy Wielkiej oraz zwiedzaniem Wiślicy. Wyzwaniem jest tutaj raczej dystans niż przewyższenie, gdyż nachylenie podjazdów nie jest ani duże, ani męczące. W mojej ocenie, osoba aktywnie korzystająca z roweru, poradzi sobie z taką odległością.

Warto rozważyć podzielenie wycieczki na dwa niezależne etapy, żeby spokojnie i bez wysiłku pokonać całą trasę. Pierwszy etap z Proszowic do Kazimierzy Wielkiej i z powrotem, oraz drugi – Kazimierza Wielka – Wiślica – Kazimierza Wielka.

Charakter całej trasy jest ewidentnie pod kolarstwo romantyczne, podziwianie pejzaży, sielską atmosferę i komfortową jazdę bez tłumów. Dla osób uskuteczniających wycieczki długodystansowe z sakwami i namiotami, to chyba marzenie podróżnika – eleganckie asfalciki po wydzielonej DDR, nachylenia o niewielkim spadku, gęsto rozsiane wiaty wypoczynkowe.

Ja tą trasę pokonałem w środku lata, jeszcze przed żniwami, ale jestem przekonany, że przejazd nią będzie równie interesujący i ekscytujący tak samo wczesną wiosną jak i późną jesienią.

MAPA

🔻🔻🔻WYPRÓBUJ TRASEO🔻🔻🔻

GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ

Proszowice – WiślicaPobierz
Wiślica – ProszowicePobierz

☕ WSPÓLNA KAWA ☕

Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ostatnie wpisy

  • PROSZOWICE – WIŚLICA – śladem dawnej wąskotorówki
  • ZALIPIE – WIEŚ KWIATAMI MALOWANA – Powiśle Dąbrowskie
  • KRAINA KWITNĄCYCH JABŁONI – Beskid Wyspowy

Kontakt

Cześć,

Jeśli jesteś zapaloną rowerzystką/ rowerzystą, lubisz pisać lub robisz piękne zdjęcia, jeśli w jakikolwiek inny sposób tak jak i my pasjonujesz się rowerami NAPISZ DO NAS. Z chęcią opublikujemy twój artykuł, zdjęcia, zrobimy z tobą wywiad lub pojedziemy razem na wycieczkę.

Nasz mail to: wiatrwszprychach@gmail.com

©2026 Wiatr w Szprychach | Powered by SuperbThemes