Bartłomiej Pawlak
Są takie szlaki, które na liście miejsc do zobaczenia przez długi czas znajdują się na samym jej szczycie, ale nijak nie idzie przekuć planów w czyn. U mnie taką trasą jest właśnie Leśno Rajza, gravelowa trasa pośród niezmierzonych borów, lasów i kniei, w Lublinieckich Lasach, pomiędzy Koszęcinem, Tworogiem, Tarnowskimi Górami, Miasteczkiem Śląskim oraz Kaletami. Cóż, pośród opinii w internecie widać, że trasa ma swoich zwolenników oraz przeciwników, jedni chwalą, inni krytykują, ale co widać po ilości wpisów na blogach, filmów na YouTube, to ma wyrobioną markę i jest rozpoznawalna. Skoro zdania i opinie są podzielone, to najlepiej samemu sprawdzić w terenie, by bazując na swoich odczuciach wyrobić sobie własny pogląd w sprawie.
Tak jak wspomniałem, pomimo długo odkładanych planów eksploracji Leśnej Rajzy, jakoś nie składało się z wyjazdem i tak pomysł wycieczki odkładałem z sezonu na sezon. Nawet w tym roku, kiedy była już wyznaczona konkretna data wyjazdu, ponowie się nie udało, tym razem za przyczyną pogody i gwałtownego frontu atmosferycznego z obfitymi opadami. Jednak determinacja była tak duża, że tydzień później, nie bacząc na straszące deszczami i wiatrem prognozy, zapakowałem rower do auta, po czym w lekkim deszczu wyruszyłem na Górny Śląsk.
LEŚNO RAJZA – DOJAZD
Jako że Leśno Rajza ma przebieg w formie pętli, zatem początek i koniec można wyznaczyć w dowolnym miejscu szlaku. Na przecięciu trasy z głównymi drogami znajdują się liczne, duże śródleśne parkingi, gdzie można zostawić samochód. Przez Koszęcin, Kalety, Miasteczko Śląskie i Tarnowskie Góry przebiega linia kolejowa, więc daje to kolejne możliwości dotarcia na szlak z rowerami, ale bez użycia samochodu.
Oficjalna długość szlaku Leśno Rajza wynosi 95 km, ale ja chcąc zobaczyć dodatkowe atrakcje po drodze lekko rozbudowałem przebieg, dokładając ekstra kilka kilometrów. Co ciekawego można zobaczyć po drodze, czy to trasa dla każdego, jak to jest z jakością nawierzchni i oznakowaniem, dowiecie się z niniejszej relacji oraz w podsumowaniu na końcu tekstu.
KOSZĘCIN
Na punkt startu wybrałem Koszęcin. Tuż za wiaduktem kolejowym, na obrzeżach miejscowości, dokładnie na szlaku znajduje się duży parking, ja jednak zdecydowałem się zaparkować w centrum, co też nie nastręczało większych problemów. W Koszęcinie ma siedzibę LGD Leśna Kraina Górnego Śląska, organizacja która pośród wielu działań statutowych mocno stawia na aktywizację i rozwój turystyki, w tym również rowerowej. To przez gminy leżące na terenie LGD przechodzą liczne szlaki rowerowe jak właśnie Leśno Rajza, Leśno Uciecha, Szlak Małej Panwi, Szlak Północ-Południe, Szlak Mamucim Śladem, Pętla Zbrosławicka, Szlak Czarno-Biały Śląsk, Łącznik Miasteczko Śląskie oraz fragment Liswarciańskiego Szlaku Rowerowego. Jeśli będziecie w tygodniu, w godzinach pracy biura, warto wejść do środka i poprosić o mapę regionu z zaznaczonymi szlakami – przydatna rzecz podczas wycieczki, ułatwia orientację w terenie oraz pozwala z większej perspektywy spojrzeć na naszą lokalizację w odniesieniu do okolicznych miejscowości.
Pierwsze skojarzenie z Koszęcinem? Oczywiście siedziba Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, mieszcząca się w odrestaurowanym pałacu, gdzie właśnie kieruję się w pierwszej kolejności. Pałac wybudowany w miejscu spalonego w 1603 r. drewnianego zamku, po kolejnych przebudowach i licznych zmianach właścicieli przyjął obecną formę dzięki ostatnim (do 1945 r.) właścicielom, rodzinie Hohenlohe-Ingelfingen i zakończonej w 1830 r. przebudowie nadającej pałacowi późnoklasycystycznych cech.
Zespół pałacowy otacza rozległy, zadbany park ze żwirowymi alejkami, stawem i mnóstwem starych drzew. Na umieszczonej w parku tablicy oznaczone są 33 szczególnie interesujące drzewa układające się w ścieżkę przyrodniczą, która systematyzuje przy okazji nasz spacer. Obok pałacu znajduje się ławka z figurą zamyślonego Stanisława Hadyny, założyciela i wieloletniego dyrektora Zespołu „Śląsk”. Można przysiąść na ławeczce obok niego i pogadać o muzyce.
Naprzeciwko pałacu wzrok przyciąga okazały, klasycystyczny budynek Nadleśnictwa Koszęcin, wybudowany najprawdopodobniej w 1810 roku na terenie dóbr księcia Hohenlohe-Ingelfingen.
Zanim opuścimy Koszęcin kierując się na południe ul. Sobieskiego już w stronę Leśnej Rajzy, czeka nas jeszcze jeden przystanek przy drewnianej wiacie skrywającej zainscenizowaną kuźnię z figurą kowala przy pracy. Jak się okaże, takich odniesień to tradycji wydobycia oraz obróbki żelaza i stali na naszym szlaku znajdziemy jeszcze kilka.
Trzy kilometry od centrum Koszęcina wpinamy się w szlak Leśnej Rajzy. Za wiaduktem kolejowym i parkingiem śródleśnym wjeżdżamy w cudną, leśną krainę. Szlak wita nas fantastyczną, otoczoną szpalerem wysokich sosen, szeroką, gładką jak stół szutrową leśną drogą. Zapach porannego lasu po deszczu, przemieszany z wonią butwiejącej ściółki i eterycznymi olejkami uwalnianymi przez sosny oszołamia, kręci w głowie, wprawia w euforię.
Ledwie minęło pierwsze zaskoczenie, zaraz czeka nas kolejne – wiata, miejsce biwakowe i chatka z romantycznym szyldem „Rendez-vous”. Tyle co ruszymy z miejsca, a już trzeba schodzić z rowerów, bo jak tu minąć w pędzie uroczy zbiornik wodny Siewniok?
Zagłębiamy się w fantastyczne Lasy Lublinieckie poprzecinane siecią szutrowych dróg. Znajdują się tu również krótkie fragmenty asfaltowe pomiędzy pojawiającymi się z rzadka zabudowaniami Piłki i Kokotka. Mijamy kolejne śródleśne parkingi oraz miejsca biwakowe. Las zmienia się bez przerwy – od gęstych liściastych kniei, przez widne sosnowe bory, poręby, szkółki leśne. I jeszcze coś, co napotkamy na naszym szlaku właśnie w okolicach Koszęcina – obłędne wrzosowiska, zaścielające warstwę runa leśnego fioletowo-liliowym dywanem.
Za Kokotkiem docieramy do Małej Panwi. Przekraczamy ją drewnianym mostem w osadzie Pusta Kuźnica. Poniżej mostu znajduje się miejsce wodowania kajaków – Mała Panew to jedna z kilku rzek na Śląsku, na której organizowane są spływy kajakowe.
Kawałek dalej Leśno Rajza krzyżuje się z rowerowym Szlakiem Małej Panwi, ale nasze drogi szybko się rozchodzą, zaraz za parkingiem po przekroczeniu drogi krajowej DK11.
TWORÓG
Po kolejnych kilometrach pośród lasów docieramy do Tworoga. Charakter dróg z szerokich szutrówek zmienia się bardziej w leśne dukty o mieszanej, ale wciąż wygodnej nawierzchni. Czasem pojawiają się bardziej piaszczyste, ale łatwe do ominięcia bokiem odcinki, od czasu do czasu trochę grubszej frakcji, z którą gravelowa opona nie powinna mieć problemu.
Szlak przechodzi przez Tworóg bokiem, ale bezpośrednio przy nim znajduje się dziewiętnastowieczny kościół św. Antoniego Padewskiego z otaczającym go dookoła cmentarzem, oraz pochodzący również z początku XIX w. budynek dawnego przytułku dla ubogich. Warto zjechać 300 metrów ze szlaku, żeby zobaczyć odrestaurowany budynek pałacowy mieszczący obecnie gminne urzędy i jednostki.
BRYNEK
Kolejna miejscowość na trasie i następna atrakcja. Przejeżdżamy przez niepozorną bramę z zawołaniem leśników i myśliwych „darz bór” po lewej i symbolem Technikum Leśnego w Brynku po prawej stronie, za którą kryje się przepiękny zespół parkowo-pałacowy. Park w stylu angielskim zajmuje teren 36 ha. Pałac wybudowany w 1829 roku przez wspomnianą w tekście rodzinę Hohenlohe-Ingelfingen, w II połowie XIX w. został rozbudowany o boczne skrzydła, by z początkiem XX w. po przebudowie przez kolejnych właścicieli, rodzinę Henckel von Donnersmarck zyskać obecną, eklektyczną w stylu formę.
Do zachodniego skrzydła pałacu przylega kaplica, a od południa okazały taras. Obecnie obiekt służy jako internat dla tutejszego technikum. Warto poświęcić chwilę i obejść lub objechać pałac dookoła, żeby docenić jego rozmiar oraz urok. Po wschodniej stronie parku stoją dawne budynki folwarczne z cegły, okrągła wieża ciśnień z bramą przejazdową z herbowym kartuszem Henckel von Donnersmarcków nad wjazdem. Poza zabudowaniami ulokowany jest ogród botaniczny, do którego również warto zajrzeć.
KALETY – południe
Z Brynka do Kalet przed nami spory odcinek z asfaltem pod kołami. W Hanusku napotykamy kolejny ślad dawnej działalności hutniczo-kowalskiej, Hanuskową Klepkę, czyli kuźnię, której początki zgodnie z zamieszczonym kalendarium sięgają 1417 roku.
Tuż nieopodal znajduje się skupisko klimatycznych, ceglanych domów Kolonii Fabrycznej w Boruszowicach, powstałej na przełomie XIX i XX w. dla pracowników pobliskiej fabryki materiałów wybuchowych.
Z Boruszowic do Mikołeski, to najfajniejszy śródleśny, asfaltowy odcinek wycieczki. Idealnie gładka nawierzchnia zachęca do szybszej jazdy, ale otaczające nas drzewa zdają się wołać: „gdzie się tak spieszysz, ciesz się chwilą”.
Za Mikołeską dalej leśna droga, ale już z naturalną nawierzchnią i tak do samych Kalet, które przecinamy od południa mijając z prawej strony wybudowany na przełomie XIX/XX w. kościół św. Józefa, a kawałek dalej po lewej zadbany park miejski. Póki co tyle z opisu miejscowości, ale w drodze powrotnej znowu tu zawitamy, zahaczając o jej północne rubieże.
MIASTECZKO ŚLĄSKIE
Po opuszczeniu Kalet, szlak zdecydowanie odbija na południe, ponownie na długi czas kierując nas w leśne ostępy. Najpierw przejeżdżamy tunelem pod linią kolejową do Tarnowskich Gór, następnie kawałek wzdłuż nasypu, by ostatecznie zapaść w lasy na dobrych kilka kilometrów, aż po samo Miasteczko Śląskie.
Wyjeżdżamy na wprost ogrodzenia Huty Cynku „Miasteczko Śląskie”, po czym kontynuujemy jazdę wzdłuż niego. Po prawej stronie niesie się stukot wagonów przetaczanych po torach fabryki oraz monotonny szum zakładu przemysłowego. Po lewej stronie zieje pustką dziura w ziemi w miejscu odkrywkowej kopalni piasku.
Przed nami najbardziej zaskakujący fragment szlaku, a mianowicie przeprawa przez piaskową wydmę. Klimat rodem z wojskowego poligonu, albo planu filmowego Czterech Pancernych. Silny wiatr nawiewa sypki piasek pod koła – opona 2,4’’ jakoś daje radę na tej przeprawie, ale z węższym kołem pchanie roweru murowane. Na szczęście to raptem jakieś 300 m, zatem nie ma dramatu, a jest przygoda.
NAKŁO ŚLĄSKIE
Były lasy i znowu lasy, a zatem stabilnie i bez zmian aż po Zalew Nakło-Chechło leżący na północ od Nakła Śląskiego oraz północny wschód od Tarnowskich Gór. Zbiornik wodny powstał w miejscu dawnej kopalni piasku podsadzkowego w wyniku zaprzestania pompowania wody z wyrobiska po zakończeniu jego eksploatacji. Niecka wypełniła się wodą stanowiąc dzisiaj teren rekreacji i wypoczynku. Na północnym brzegu dominują kempingi, pola namiotowe, domki letniskowe, natomiast południowa strona jest we władaniu wszelkiego rodzaju gastronomii ulokowanej przy promenadzie. Zalew otacza asfaltowa ścieżka rowerowa, którą Leśno Rajza wykorzystuje do jego okrążenia.
Pierwsza sobota września, a nad wodą jakby po sezonie. Pustki. Może przyczyniła się do tego wietrzna pogoda? Jeśli nie bawi kogoś relaks nad wodą, lub warunki do tego nie zachęcają, warto zjechać 3 km ze szlaku w stronę Nakła Śląskiego, gdyż tam czeka na turystów kolejny pałac otoczony parkiem. Zanim jednak dotrzemy do celu, to po prawej stronie, na końcu Alei Lipowej znajduje się kolejny, przeszło stuletni ceglany kościół, pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa ufundowany przez hrabiego Łazarza Henckel von Donnersmarcka.
Po przeciwnej stronie drogi widać białą, zdobną bramę wjazdową na teren pałacowej posiadłości. Za murem, pośród starodrzewu ulokowany jest pałac wybudowany w latach 1856-58 przez hrabiego Hugona I Henckel von Donnersmarcka. Ponoć pałac w swoim neogotyckim rysie nawiązuje do angielskiego gotyku Tudorów, a wprawne oko jest w stanie wychwycić również podobieństwa do zamku Wolfsberg. Donnersmackowie gospodarzyli w pałacu aż do 1945 roku, wyjeżdżając następnie do Szwajcarii. Pałac ładny, choć trochę zaniedbany, intrygujący, rozbudzający wyobraźnię, a jednocześnie trochę straszny i tajemniczy.
Po zakończeniu zwiedzania tą samą drogą, którą tutaj przyjechaliśmy wracamy ponownie nad Zalew Nakło-Chechło.
PASIEKI – ZATOPIONA KOPALNIA BIBIELA
Tradycyjnie na trasie lasy, lasy i jeszcze raz lasy, lecz żeby nie upaść na duchu, pojawia się asfaltowy odcinek, a potem znowu las i szutry. Ale czy nie o to właśnie chodzi w tej zabawie? Miała być Leśno Rajza, to jest i rajza po lesie.
Bardziej na południe zlokalizowany jest kolejny zbiornik wodny, wydatnie większy od Nakła-Chechła, a mianowicie Jezioro Świerklaniec. Jeśli ktoś ma więcej czasu do dyspozycji, jedzie szybszym tempem, nie robi tak wielu przerw, to warto zboczyć na jakiś czas ze szlaku. Oprócz nadwodnych atrakcji tuż obok, w Świerklańcu znajduje się kolejne założenie parkowe z przepięknym Pałacem Kawalera – oczywiście budowniczymi i właścicielami jaka łatwo wydedukować była rodzina śląskich przemysłowców, Donnersmarcków.
Po powrocie na Leśno Rajze kierujemy się na północ, w stronę Brynicy. Mimo, że nie bezpośrednio przy naszej trasie, ale zbaczając w lewo za znakami Szlaku Łącznikowego do Miasteczka Śląskiego, docieramy do miejsca, w którym przeszło 100 lat temu doszło do katastrofy na dużą skalę. W 1889 roku uruchomiona została tutaj Kopalnia „Bibiela”, wydobywająca rudy żelaza i ołowiu.
Eksploatacja złóż nie trwała zbyt długo, bo 17 czerwca 1917 roku intensywny napływ wody do kopalni doprowadził do zatopienia i zniszczenia kopalni. Według relacji, którą można przeczytać na zamieszczonej przy miejscu biwakowym tablicy, dwie godziny niszczącej siły żywiołu i 700 górników zostało bez pracy.
Dzisiaj pośród drzew można dostrzec ruiny zabudowań (klimat niczym w Wilczym Szańcu) oraz kilka jeziorek w zagłębieniach terenu zwanych Pasiekami. Jedno z nich jest szczególnie urokliwe – mieni się odcieniami szmaragdu.
Pośród ruin, jeziorek i mocno pofałdowanego terenu wytyczona jest znakowana na czerwono ścieżka spacerowa. W większej części da się ją pokonać rowerem, ale jest kilka miejsc, gdzie bez wypychu się nie obejdzie. Ten skok w bok z głównej trasy dopisuje nam do kilometrażu kolejne 5 km, ale w mojej ocenie bezwzględnie warto.
KALETY – północ
Zgodnie z zapowiedzią ponownie kierujemy się w stronę Kalet. Szlak Leśnej Rajzy znowu krzyżuje się ze Szlakiem Małej Panwi, a my samą Małą Panew przekraczamy drewniana kładką zwaną Garbatym Mostkiem. Tuż przed przeprawą mamy możliwość odpoczynku w najładniejszej na całej trasie stanicy rowerowej. Przy stanicy ulokowana jest niewielka wiatka z makietą Kuźnicy Małego Janisza, nawiązującej do metalurgicznej przeszłości okolic.
W Kaletach-Zielonej napotykamy na jeszcze jeden pałac Donnersmarcków, wybudowany jako myśliwski pałacyk w II połowie XIX w. Obecnie w pałacu i jego otoczeniu trwają prace remontowe. Pałac zlokalizowany jest nad brzegiem pięknego Jeziora Zielona powstałego ze spiętrzenia rzeki, Małej Panwi. Stojąc nad jego brzegiem, patrząc w stronę pałacu wzrok przyciąga kolejna hutnicza instalacja oraz posadzony w 1945 r. jako Drzewo Wolności dąb.
Mijamy pięknie zagospodarowany park, kolejny pomnik kowala i w promieniach wiszącego nisko na horyzontem słońca po raz kolejny, ale niestety też i ostatni, wjeżdżamy na leśny etap szlaku.
KOSZĘCIN
Gdy wieczorne słońce wyciąga do absurdalnej długości cienie drzew, kora sosen nabiera bursztynowej barwy, cichnie wiatr, zapada cisza, nie dochodzą dźwięki cywilizacji, las nabiera takiej niesamowitej aury tajemniczości.
Umysł zaczyna roztaczać wizje zwierzyny opuszczające swoje ostoje i legowiska, trzask gałęzi powoduje, że strach pełznie po karku, zmęczone nogi zaczynają intensywniej naciskać na pedały. Nie wiadomo, czy gęsia skórka i dreszczyk na plecach to zasługa wieczornego chłodu, czy strachu co ma wielkie oczy.
Nie da się ukryć, że ostatnie kilka kilometrów przez las, było magiczne, mistyczne, bardzo intensywnie odczuwalne całym ciałem. Już w gęstniejącym mroku, z westchnieniem ulgi dopadłem upragnionego asfaltu prowadzącego do centrum Koszęcina. Zostało mi dokręcić ostatnie 3 km, by już w całkowitych ciemnościach zapakować rower na auto i wyruszyć w drogę powrotną do Krakowa.
PODSUMOWANIE
Oficjalnie długość Leśnej Rajzy to 95 km, ale kilkukrotnie zjeżdżając ze szlaku, żeby zobaczyć dodatkowe atrakcje wydłużyłem trochę trasę kończąc ją z wynikiem 120 km. Czy się podobało? TAK. Czy było warto? TAK. Czy jeszcze tu wrócę? TAK. Czy to szlak dla każdego? NIE.
Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Leśno Rajza to szlak, nie trasa. Prowadzi różnego rodzaju terenem, w różnych warunkach, często zmieniających się wraz z kolejnymi porami roku, ilością opadów, ale również prowadzonymi pracami leśnymi. Długi dystans, zdecydowana przewaga odcinków terenowych nad asfaltowymi sprawia, że jest to szlak dedykowany dla rowerzystów o odpowiednim przygotowaniu, kondycji i wytrzymałości. Nie da się go pokonać na dowolnym rowerze – polecam gravel, treking lub coś z szeroko rozumianego MTB. Zaletą będzie szersza opona, przełożenia pozwalające poruszać się po zmiennej nawierzchni (szuter, asfalt, grunt, kliniec, a nawet piach).
Ja wybrałem trailowego hardtaila z oponą 2,4’’ – może to nie demon prędkości na asfalcie, za to każdą nawierzchnię i nierówności pozwalał pokonywać bez wysiłku. W dobie rowerów gravelowych z oponami, którym szerokością bliżej do MTB myślę że doznania będą podobne. I takie rowery dominowały na trasie. Osobom z sakwami, na rowerach z oponami dostosowanymi do miejskich ścieżek szlak ten może sprawić pewne problemy, a i radość z jazdy zdominuje zapewne zmęczenie zaprawione irytacją. Może dobrym pomysłem będzie wybranie fragmentu trasy, żeby sprawdzić czy daje ona fun z jazdy, zamiast ambitnie porywać się na całą pętlę.
Natomiast jeśli jeździsz regularnie, nie boisz się zmiennej nawierzchni, czasami kurzu lub błota, szukasz intensywnego kontaktu z naturą, lubisz pobyć sam na sam z sobą i swoimi myślami, zrobić szybką, intensywną rundę z kumplem albo kumpelą, to myślę, że będziesz jeśli nie zachwycony, to co najmniej zadowolony z Leśnej Rajzy.
Zmienność i nieprzewidywalność trasy. Dla jednych to będzie zaleta, dla innych wada. Natomiast przy takiej charakterystyce i długości szlaku trzeba się liczyć z tym, że nie będzie dwóch identycznych przejazdów. Po długotrwałej suszy ktoś może przeklinać piachy, pod deszczach ktoś inny złorzeczyć błocku, a ja akurat wstrzeliłem się w optymalne warunki, w których nawierzchnia okazała się przyjacielem, a nie wrogiem.
Niespodzianki, o których niby wiadomo, ale i tak zaskakują. Jest taki przejazd kolejowy, na linii z Kalet do Boronowa, gdzie po modernizacji został on zagrodzony zamkniętymi na stałe szlabanami. No i klops. Nie ma jak poprowadzić objazdu bez dokładania sporej ilości kilometrów, koleje nie przebudują przejazdu, z lekkim rowerem jakoś da się przejść nad lub pod zaporą, ale co gdy jedziemy objuczeni sakwami?
Powtarzająca się w relacjach i filmach na YT ocena słabej jakości oznakowania szlaku jest faktem, ale trzeba mieć świadomość, że przy tej długości, ograniczonych finansach i zasobach ludzkich trudno jest utrzymać znaki w zadowalającym stanie. Ale tak po prawdzie, w czasach kiedy zdecydowana większość rowerzystów korzysta z nawigacji w Garminach, Wahoo i innych, mamy Stravy, Komooty i Mapy.com to fizyczne oznakowanie takie jakie jest naprawdę dyskwalifikuje szlak? No chyba nie… Tak trochę żartem przytoczę sytuację z trasy. W okolicach miejscowości Niezdara gps się zbiesił, ten fragment szlaku akurat wychodził poza obrys papierowej mapy, a niespodziewanie właśnie fizyczne oznakowanie przyszło z pomocą. Warto korzystać z różnych form nawigacji jakie mamy dostępne.
Dla mnie ten szlak to zapach przygody, wspomnienie romantyzmu rowerowych wypadów w liceum. Takich na rowerze jaki akurat był, w bawełnianym podkoszulku z płóciennym plecakiem na grzbiecie, flanelową koszulą w kratę, termosem i kanapkami zapakowanymi w papier w tymże plecaku. Z mapą, za to bez elektroniki i całego rowerowego ubioru i ekwipunku, z którego ochoczo i uzasadnienie oczywiście dzisiaj korzystamy. Trochę takiej partyzantki, improwizacji, za to z dużą ilością przygody. Dla mnie to czysta radość i przyjemność. Czy dla Ciebie również? Tego nie wiem… Wiem jedno – jak nie spróbujesz to się nie dowiesz.

MAPA
🔻🔻🔻WYPRÓBUJ TRASEO🔻🔻🔻
GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ
☕ WSPÓLNA KAWA ☕
Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:



