Bartłomiej Pawlak
Po raz kolejny zaglądamy w malowniczy Beskid Wyspowy. Tym razem jednak nie w poszukiwaniu górskich podjazdów, zdobywania przełęczy, czy kolekcjonowania przewyższeń, lecz z myślą o spokojnej wycieczce, w sam raz na początek sezonu, z mnóstwem widokowych miejscówek. Taki wypad w gronie znajomych, by z jednej strony zachęcić ich do częstszych wizyt w Beskidzie Wyspowym, pokazać piękno i atrakcyjność tego pasma górskiego, a z drugiej strony nie zrazić do rowerowych wypadów w mocno pofałdowanym terenie. Plan był taki, żeby trochę pojeździć, sporo pogadać, często się zatrzymywać podziwiając górskie panoramy, odrobinę pozwiedzać, wypić kawę, zjeść lody, przywieźć mnóstwo zdjęć i wspomnień – taki rowerowy chill w zgranej ekipie. Tematem przewodnim naszego wyjazdu były kwitnące sady jabłoni zajmujące setki hektarów w okolicach Raciechowic, Góry św. Jana i Szczyrzyca. Widok dobrze mi znany, ale co roku niesamowicie działający na zmysły, którego wyczekuję każdej wiosny.
Spotykamy się na parkingu w Dobrej przed starym, zabytkowym, pochodzącym z XVII wieku kościele pw. św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Odrestaurowany mur, wymienione oszalowanie kościoła i wieży – z zewnątrz wygląda pięknie. Dawniej wzdłuż muru rosły ogromne, wiekowe lipy, obecnie pozostały tylko nieliczne z nich. Nie ma również dzwonnicy, która spłonęła ze 30 lat temu. Wnętrze z barokowym ołtarzem głównym i mniejszymi bocznymi, liczne polichromie zdobiące ściany i sufit, chór, organy, boczna kaplica – wszystko cenne, lecz część wystroju wymaga troski konserwatorów zabytków. To nie jedyny tego dnia kościół na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Małopolskiego. Pomiędzy starym i nowym kościołem znajduje się zabytkowa plebania, z bogatym muzeum parafialnym.
Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Parku im. Stanisława Małachowskiego, jednego ze współtwórców Konstytucji 3 Maja oraz właściciela dóbr ziemskich w Dobrej. W parku, będącym miejscem wielu wydarzeń kulturalnych jak na przykład akcja Odkryj Beskid Wyspowy czy gminne dożynki, znajduje się muszla koncertowa oraz wyremontowane dawne budynki podworskie służące obecnie Gminnemu Ośrodkowi Kultury w Dobrej.
Przed nami pierwszy, krótki, ale dość stromy podjazd na stację kolejową w Dobrej. Dawniej pełna życia, dzisiaj, opuszczona i zapomniana. Tu na rampie rozładowywane były materiały budowlane, nawozy i inne towary docierające koleją, tutaj krzyżowały się jadące z naprzeciwka składy pasażerskie. To była ważna stacja linii kolejowej nr 104, czyli powstałej w XIX wieku Galicyjskiej Kolei Transwersalnej. Tak było kiedyś, a dzisiaj? Tory zarosły trawą, semafory kształtowe smętnie sterczą pośród zarośli, budynek stacji z poczekalnią, kasą i pomieszczeniem zawiadowcy stacji czasy świetności ma już za sobą.
W związku z budową nowej linii kolejowej Podłęże-Piekieło oraz rewitalizacją części LK104, pociągi retro od kilku lat nie docierają już do Dobrej. Jakie będą dalsze losy stacji – okaże się za jakiś czas. Niestety, ten fragment linii nie będzie modernizowany, nie będą nim jeździły planowe pociągi. Czy torowisko zostanie rozebrane, a może za jakiś czas po doraźnych remontach wrócą tu składy retro, lub może w śladzie dawnego torowiska powstanie droga dla rowerów? Ze stacji roztacza się piękny widok na beskidzkie szczyty: Łopień, Ćwilin, Śnieżnicę.
Od stacji kolejowej droga nadal pnie się w górę, ale na szczęście nie jakimś morderczym podjazdem. Za przejazdem kolejowym w Porąbce zatrzymujemy się na chwilę przy pomniku poświęconym 13 ofiarom krwawej pacyfikacji wsi w 1944 roku, będącej odwetem za partyzanckie działania w regionie. Ten pomnik na tle sielskich, górskich krajobrazów, jest niemym krzykiem, przypomnieniem barbarzyństwa wojny, ostrzeżeniem dla potomnych.
Z Porąbki kierujemy się w stronę Skrzydlnej, ale nie główną drogą koło kamieniołomu, lecz odbijamy w lewo, na zbocze Śnieżnicy. Od głównej drogi czeka nas najcięższy tego dnia podjazd dochodzący do 15%, na szczęście liczący może z 300 metrów. Po raz kolejny (ale nie ostatni) przecinamy torowisko kolejowe, powyżej którego nachylenie odpuszcza i można odetchnąć.
Po minięciu zabudowań, po lewej stronie widzimy rozległe, północne zbocze Śnieżnicy, a powyżej jej szczytu grupkę szybujących w powietrzu paralotniarzy. Za plecami roztacza się fantastyczna panorama na kopki szczytów Pieninek Skrzydlańskich.
Za przystankiem kolejowym w Skrzydlnej (architektura rodem z PRL), znowu przejeżdżamy przez tory kierując się w stronę Woli Skrzydlańskiej. Wąska, asfaltowa droga opada w dół, zachęcając do szybkiej jazdy, ale jak to zrobić kiedy dookoła nas są takie pejzaże – pofalowane łąki, zadbane domy, okazałe stare drzewa ze schowaną między nimi kapliczką, to znowu kwitnące owocowe drzewa.
W pewnym momencie zatrzymujemy się urzeczeni otaczającymi nas widokami. Od lewej Śnieżnica, dalej Lubogoszcz, Wierzbanowska Góra, Ciecień i wiele pomniejszych szczytów. Po odjechaniu kilkaset metrów dalej stajemy ponownie – otwiera się panorama na południe, w stronę Pogórza Wielickiego, bardziej po prawej stronie podziwiamy po raz kolejny Pieninki Skrzydlańskie, ale tym razem od drugiej strony. Pokazuję towarzyszom podróży widoczny w oddali na wzniesieniu kościół w Górze św. Jana mówiąc, że wkrótce tam będziemy. Nikt mi nie wierzy, wydaje się jakby dzieliła na ogromna odległość.
Mnogość miejscówek z których coraz to nowe widoki wprawiają nas w zachwyt sprawia, że raz po raz zatrzymujemy się robiąc zdjęcia. Dodatkowo, oprócz niewątpliwej urody samych gór, dodatkowego uroku otoczeniu dodają kolory wczesnej wiosny – odcienie świeżej, soczystej zieleni drzew, biel, róż i fiolet kwitnących owocowych drzew oraz ozdobnych krzewów. W końcu docieramy do Skrzydlnej, robiąc krótki postój przy zabytkowym drewnianym kościele pw. św Mikołaja Biskupa. Za ogrodzeniem trwają prace remontowe, więc robimy sobie spacerek wzdłuż muru, czytamy o historii obiektu oraz nietoperzach zamieszkujących poddasze świątyni.
Skrzydlną i położony w niewielkiej odległości Szczyrzyc dzieli kilkanaście minut jazdy, tym razem cały czas w dół. Zwiedzanie atrakcji Szczyrzyca zostawiamy sobie na drogę powrotną, tym czasem kierując się w stronę Góry św. Jana. gdzie czeka nas lekki rollercoaster poprzeplatanych między sobą krótkich podjazdów i zjazdów. Wkraczamy w królestwo jabłkowych sadów pokrywających jak okiem sięgnąć stoki okolicznych wzniesień. Niskopienne drzewka ustawione w idealnie równe rządki, wytyczone niczym od linijki – setki hektarów.
Jak się jednak okazało, przyjechaliśmy jednak nieco za wcześnie i nie trafiliśmy idealnie w szczyt kwitnienia. Co zrobić, ciężko jest zgrać własne plany, kapryśną pogodę i zamierzenia Matki Natury. Niemniej jednak, kwitnące jabłonie widzieliśmy, zatem cel wycieczki można uznać za zrealizowany. Jest plan, by pojawić się tutaj ponownie we wrześniu, kiedy wiotkie gałązki będą się gięły pod ciężarem czerwonych jabłek. Zobaczymy, czy uda się nam go zrealizować.
Przy kościele w Górze św. Jana robimy przerwę w podroży, oglądamy z zewnątrz oraz od środka strzelisty ceglany kościół górujący na okolicą. Z sakw i plecaków wyciągamy przekąski, uzupełniamy uszczuplone zasoby energii, po czym wyruszmy w dalszą drogę. Przed nami Zegartowice, czyli rodzinna miejscowość jednego z najsłynniejszych polskich kolarzy, Rafała Majki. Niestety, mistrza nigdzie po drodze nie napotkaliśmy.
Z wolna zawijamy w stronę Szczyrzyca, lecz by nie wracać tą samą drogą jedziemy przez Dąbie i Pogorzany, dnem doliny, wzdłuż rzeki Stradomka. Przed dotarciem do Szczyrzyca zatrzymujemy się w Krzesławicach przy Diablim Kamieniu i pustelni szczyrzyckich cystersów. Z ogromnym głazem piaskowca wystającym ze zbocza związana jest legenda, jakoby diabeł rozzłoszczony nawracaniem przez zakonników na dobrą drogę okolicznych mieszkańców, chciał na klasztor zrzucić ogromny głaz.
Niestety, źle wybrał porę lecąc z głazem, gdyż w skutek modłów i bicia dzwonów w samo południe, nagle w locie czart stracił moc i upuścił na ziemię ogromy kamień. Tyle mówi legenda, ale za to naprawdę w cieniu wielkiej skały znajduje się domek pustelnika i niewielka kaplica. Wszystko to raptem 150 m od głównej drogi, zatem szkoda nie skorzystać z okazji do odwiedzenia tych atrakcji.
W Szczyrzycu nadszedł czas na obiecaną kawę i lody – zatrzymujemy się w Lodolandii, gdzie bogaty wachlarz smaków sprawia, że decyzja co wybrać, jest niemałym wyzwaniem. Można połączyć lody z kawą, do tego jeszcze z bitą śmietaną w jednym napoju, co poniekąd ułatwia zadanie.
Po słodkiej przerwie podjeżdżamy pod klasztorne zabudowania, ale z racji odbywającego się nabożeństwa koncentrujemy się na zwiedzaniu zewnętrznych części opactwa. Historia Cystersów w Szczyrzycu sięga blisko 800 lat, dzięki wojewodzie krakowskiemu Teodorowi Cedro (jego pomnik znajduje się przed klasztorem), który to sprowadził zakonników z Jędrzejowa na południe. Początkowo Cystersi osiedli w Ludźmierzu, ale krótko po tym przenieśli się właśnie tutaj. Niestety nie starczyło nam czasu na odwiedzenie klasztornego muzeum, w związku z czym obiecaliśmy sobie rychły powrót, chociaż w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na koniec zawitaliśmy do przyklasztornego sklepu z lokalnymi specjałami, pamiątkami i produktami sztuki browarniczej wytwarzanymi na miejscu zgodnie ze starymi recepturami.
Ze Szczyrzyca zmierzamy w kierunku Jodłownika, podziwiając widoki gór i kwitnących sadów. Z początku jest trochę pod górę, ale w nagrodzę czeka nas długi zjazd do centrum miejscowości. Znajdujemy tutaj drogowskazy rowerowych szlaków – Głównego Karpackiego Szlaku Rowerowego oraz Szlaku Żeleńskich. W Jodłowniku po raz kolejny krzyżują się drogi naszej wycieczki i Szlaku Architektury Drewnianej – znajduje się tutaj kościół pw. Narodzenia NMP. Jasne drewno ścian sugeruje niedawny remont świątyni.
Nadszedł moment, którego się trochę obawiałem, sześciokilometrowy podjazd, który w pamięci miałem jako trochę męczący zwłaszcza w końcowym fragmencie. Okazało się jednak, że tym razem mój odbiór był zupełnie inny, a i towarzysze podróży ze zdziwieniem pytali, czy to aby na pewno podjazd, którym ich straszyłem. Po drodze pokazuję jeszcze miejsce, gdzie rozpoczęły się prace przy budowie najdłuższego, liczącego prawie 4 km tunelu kolejowego w Polsce. Kawałek dalej, w Wilkowisku czeka na nas już czwarty tego dnia zabytkowy drewniany kościół – pw. Św. Katarzyny. Oglądamy go z zewnątrz, pokazuję jeszcze widoczny na pobliskim wzniesieniu, powyżej kościoła krzyż na Dziale – to niesamowite, widokowe miejsce z panoramą 360 stopni, które odkryłem rok temu (link do relacji).
Po osiągnięciu przełęczy ponownie cieszymy oczy górską panoramą Beskidu Wyspowego, tym razem w kierunku południowym na Łopień, Cichoń i Ostrą. Szybkim zjazdem przez Zawadkę docieramy do Podłopienia, uprzednio jeszcze oglądając budowę wylotu wspomnianego wcześniej tunelu kolejowego. Przed nami ostatnie kilometry płaską jak stół drogą z majestatycznym widokiem na rozłożysty masyw Łopienia po lewej stronie. Mijamy Park Małachowskiego w Dobrej, po czym chwilę później docieramy na miejsce, w którym rozpoczęliśmy naszą rowerową wycieczkę.
Jak na taką niezbyt długą pętlę myślę, że atrakcji po drodze mieliśmy całkiem sporo. Na pewno nasze oczekiwania co do widoków, górskich panoram i wiosennych pejzaży zostały zaspokojone w stu procentach. Świadczy o tym ilość zrobionych po drodze zdjęć i przerw na ich wykonanie. Czy jazda rowerem po Beskidzie Wyspowym musi być męcząca i wymagająca? Otóż nie, jeśli tylko z pomysłem i rozwagą zaplanuje się trasę oraz odpowiednio rozłoży w czasie przerwy i postoje. Najlepszym tego przykładem jest ekipa, z którą przejechaliśmy wspólnie tą trasę. Mimo, że nie jeżdżą na co dzień typowo górskich tras, to tutaj nie odnieśli wrażenia przytłoczenia podjazdami, ani jazdy do utraty tchu.
Pokonanie dystansu koło 50 km jest w zasięgu większości osób w miarę regularnie jeżdżących na rowerze. 750 m przewyższenia, to w zasadzie całkiem sporo, ale tutaj podjazdy przeplatały się ze zjazdami, tam gdzie było stromo każdy mógł zdecydować czy podjeżdża, czy może jednak wypcha rower.
Myślę, że to dobra propozycja na rozpoczęcie rowerowej przygody z Beskidem Wyspowym. Trochę górek, sporo zjazdów, atrakcje do zwiedzania i otaczające nas widoki. Najlepszą rekomendacją dla tej trasy jest pytanie mojej ekipy – to kiedy znowu w góry?
PODSUMOWANIE

MAPA
🔻🔻🔻WYPRÓBUJ TRASEO🔻🔻🔻
GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ
☕ WSPÓLNA KAWA ☕
Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:



