Bartłomiej Pawlak
Pewnie każdy doświadczył wahań i rozterek przy planowaniu wycieczki tak na szybko. Tu byłem nie tak dawno temu, tam trzeba by było podjechać autem, tutaj to chyba nie tym razem, ta za bardzo pod górę, po płaskim będzie nudno, za gorąco, za zimno, będzie pod wiatr… I tak ta szalona karuzela się kręci. Wtedy najlepiej wyłączyć komputer, wybrać pierwszą możliwą destynację, jaka przyjdzie do głowy, ruszyć przed siebie, a reszta trasy sama ułoży się już podczas jazdy.
Zatem pierwsza myśl – Dolinki Krakowskie. Doprecyzowanie – Brama Bolechowicka. Którędy dokładnie? Okaże się po drodze, wariantów jest kilka. Pozwolę się prowadzić swojej głowie, emocjom, potrzebom, impulsom – za to bez wytyczonego na sztywno śladu trasy. Zaczynając wycieczkę, nie wiem do końca, gdzie dotrę, jakie miejsca odwiedzę, co mnie zaskoczy. Zatem w drogę.
BŁONIA
Wyruszam z Kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego na Ruczaju. Początek niczym codzienna trasa do pracy – przez Pychowice, ścieżką rowerową wzdłuż Wisły ku centrum miasta. Mijam Wzgórze św. Bronisławy z Kopcem Kościuszki, zachwycam się po raz setny widokiem klasztoru ss. Norbertanek na Salwatorze i panoramą Wawelu.
Z Salwatora dojeżdżam do Błoń malowniczym fragmentem ścieżki rowerowej po wałach rzeki Rudawy.
Przejeżdżam skrajem Błoń, czyli największej łąki Krakowa o powierzchni blisko 50 ha, a w tle po raz kolejny mam okazję podziwiać wybijające się ponad okoliczne kamienice zabudowania wawelskiego wzgórza.
MODLNICA
Dalej wzdłuż ul. Piastowskiej i Armii Krajowej komfortowo wydostaję się na obrzeża Krakowa. Tutaj pierwszy dylemat – którędy dalej? Pierwsza myśl: jadę wzdłuż ul. Jasnogórskiej, bo dawno nie jechałem tą trasą, a przy okazji wpadnę do TOMARU zobaczyć ich nowy sklep rowerowy. Mimo że ul. Jasnogórska to bardzo ruchliwy wyjazd z Krakowa na północ w stronę Olkusza (DK94), jazda jest wygodna, gdyż kilka lat temu aż po Modlniczkę powstała wygodna ścieżka rowerowa, odsunięta nieco od ruchliwej dwupasmówki.
Dawniej tędy, i dalej przez Giebułtów, jeździłem również do Ojcowa i Pieskowej Skały, jednak tylko do czasu, jak kolega pokazał mi fajną szutrową ścieżkę przez parkowe tereny nad potokiem Sudół. W Modlnicy przejeżdżam na drugą stronę DK94, a następnie, po krótkiej jeździe za ekranami, czeka mnie zjazd ul. Krakowską do centrum Modlniczki. Lubię ten fragment ze względu na panoramę Garbu Tenczyńskiego i Lasów Zabierzowskich z charakterystycznym radarem, z racji swojego wyglądu zwanym „zapałką”.
Zawsze przez centrum Modlniczki przelatywałem, pędząc dalej, ale tym razem zrobiłem tam krótką przerwę. Pośrodku, w rozwidleniu dróg, jest skwer z obeliskiem ku pamięci przodków – jak wywnioskowałem, z okazji 800-lecia miejscowości. Warto przejść na drugą stronę drogi, gdzie nad zagospodarowanym stawem można zrobić dłuższy postój, jeśli ktoś ma ochotę.
DOLINA BOLECHOWICKA
Z Modlniczki zmierzam w stronę Brzezia. Droga z asfaltu przechodzi w szuter, po obu jej stronach rozciągają się łany pól uprawnych z kukurydzą i innymi zbożami, a w oddali wciąż widać zalesione wzniesienia na Zabierzowem.
Po dojechaniu do pierwszych zabudowań pod kołami ponownie pojawia się asfalt. Teraz przede mną z początku lekki, potem nieco bardziej stromy podjazd przez Ujazd, by następnie odbić w lewo, w ul. Zieloną, i obrać kurs na Bolechowice.
Po minięciu kościoła i centrum Bolechowic ulicą Leśną, a następnie wąskim chodnikiem nad potokiem, docieram do wylotu Doliny Bolechowickiej. Po raz kolejny przekraczam niewielki potok, po czym wjeżdżam na niedużą polankę z wiatą turystyczną. Polanka kończy się wapiennymi formacjami skalnymi po jej obu stronach, tworzącymi przewężenie zwane Bramą Bolechowicką.
Tym razem nie zapuszczam się dalej, mając w pamięci jesienną eskapadę i przenoszenie roweru nad powalonymi drzewami (więcej tutaj). Na skałkach jest zawsze ruch, słychać głosy wspinaczy, radosne pokrzykiwania, brzęk metalowych szpejów o skały. To jedyne, poza szumem wiatru, obecne tutaj dźwięki. Może dlatego tak lubię to miejsce?
ZABIERZÓW
Z Bolechowic do Zabierzowa mam dwie opcje – albo główną drogą, ul. Jurajską, bądź mniej uczęszczaną ul. Turystyczną. Pierwsza opcja nieco szybsza, druga spokojniejsza. Wybieram jazdę opłotkami, przez Turystyczną, bo tak jakoś wyszło, tak mi się skręciło.
Po minięciu stacji kolejowej w Zabierzowie robię zwyczajową przerwę na Rynku. Mimo że płyta rynku jest cała wybrukowana, znajdzie się tutaj również sporo nasadzeń zieleni, klomby z kwiatami, fontanna oraz ławki. Kto ma ochotę na kawę, lody, ciastko albo pizzę czy zapiekankę, bez problemu zaspokoi swoje zachcianki. Całości obrazu zabierzowskiego rynku dopełnia ratusz, ulokowany w jednym z jego narożników.
LASY ZABIERZOWSKIE I DOLINA GRZYBOWSKA
Kolejnym miejscem, które postanowiłem odwiedzić, były Lasy Zabierzowskie oraz Dolina Grzybowska. Mogłem wybrać opcję dalszej jazdy koło Skały Kmity albo bardziej na zachód, ze srogą wspinaczką przez Kleszczów, ale wybrałem dobrze mi znany podjazd pod radar „zapałkę”. Początkowo, nad kościołem w Zabierzowie, zaczyna się dość stromy, ale niezbyt długi podjazd, a potem to już bez większych górek.
Podczas wjazdu na grzbiet Garbu Tenczyńskiego mamy kilka miejscówek z ładnymi widokami pomiędzy drzewami – warto przystanąć i porozglądać się. No i oczywiście „zapałka” – ze zdjęcia widać, skąd taka nazwa przylgnęła do radaru.
Przez Lasy Tynieckie w kierunku Kleszczowa prowadzi szutrowa, leśna droga; wyznaczone są tu szlaki rowerowe oraz trasy dedykowane nordic walking. To świetne miejsce na aktywność ruchową o każdej porze roku, do tego nie ma tutaj tłumów ludzi.
Zmierzam grzbietem na zachód, ale nie docieram do Kleszczowa, bo za miejscem biwakowym skręcam w lewo, w kolejny leśny dukt. Potem jeszcze raz w lewo, potem w prawo i melduję się w górnym punkcie Doliny Grzybowskiej.
Było pod górkę, teraz czas na zjazd. Choć kusi popuścić wodze fantazji i ruszyć pędem w dół, decyduję się nie spieszyć, żeby nie przegapić atrakcji doliny, którymi są między innymi skałki po prawej stronie. Po dojechaniu do wylotu doliny wskakuję na ścieżkę rowerową wzdłuż Rudawy i kieruję się w stronę Balic.
LAS WOLSKI
Droga wzdłuż skraju lotniska nie należy do najprzyjemniejszych, bo panuje na niej spory ruch lokalny, ale za to, jeśli ma się farta, nad głową przeleci nam samolot, który za kilka sekund dotknie pasa startowego.
Po minięciu terminala lotniska opuszczam Balice, ale zamiast jechać przez Kryspinów, wpadam na pomysł wykorzystania drogi serwisowej wzdłuż autostrady. Następnie wiaduktem nad autostradą przejeżdżam na drugą jej stronę i szybko odbijam pomiędzy rozległe pola falującego zboża.
Po dotarciu do Zakamycza mam dylemat – kusi szybki zjazd na Chełm, ale ostatecznie odbijam w prawo i pod górkę. Przy obserwatorium astronomicznym na Bielanach skręcam w lewo i zanurzam się w Lesie Wolskim.
Leśnymi duktami o nazwach „Gliniana Droga” i „Kamienna Droga” zmierzam w stronę Alei Wędrowników, wyjeżdżając przy obiekcie Twierdzy Kraków – baterii artyleryjskiej FB-36 Ostra Góra. Po krótkim zastanowieniu rezygnuję z podjazdu pod Kopiec Piłsudskiego, bo byłem tam całkiem niedawno.
Aleją Żubrową objeżdżam teren ogrodu zoologicznego wzdłuż jego ogrodzenia. Pomiędzy Aleją Żubrową a Polaną Juliusza Lea znajduje się wybudowany przed II wojną światową modernistyczny budynek Pawilonu Okocimskiego (nazwa pochodzi od jego właściciela, Antoniego Jana Götz-Okocimskiego).
Obecnie w budynku, który kilka lat temu przeszedł generalny remont, mieści się Centrum Edukacji Przyrodniczej SYMBIOZA. Bardziej z sentymentu podjeżdżam pod wejście główne do ZOO, które obecnie wygląda inaczej niż we wspomnieniach, jakie mam z dzieciństwa. Zmieniło się nie tylko wejście do ZOO, ale sporo zmian zaszło również na jego terenie – powstały nowe wybiegi i pawilony, co wpłynęło na komfort życia zwierząt oraz wygodę zwiedzających.
NAD WISŁĄ
Wizyty w ZOO tym razem nie miałem w planach, więc puściłem się pędem w dół, w kierunku Woli Justowskiej, ale ostatecznie zmieniłem plany i na rondku przed Willą Decjusza odbiłem w prawo, na Przełęcz Przegorzalską. Po zjechaniu z przełęczy nad Wisłę krótkie wahanie – w lewo, czy w prawo? Oczywiście, że w prawo, bo tam czekają kolejne piękne widoki – Zamek w Przegorzałach, klasztor oo. Kamedułów na Srebrnej Górze oraz nadwiślańskie pejzaże.
Rowerową kładką nad Stopniem Wodnym „Kościuszko” z lewego brzegu przejeżdżam na prawy, mijam tor kajakarstwa górskiego poniżej jazu i zamiast prosto ścieżką rowerową po wale wrócić do centrum miasta, słucham wewnętrznego podszeptu mówiącego „a co tam, skręć w prawo”.
W efekcie bocznymi uliczkami kręcę przez Kostrze, potem odbijam w stronę Skotnik, mijam Fort Winnica wchodzący w skład umocnień obronnych Twierdzy Kraków, by ostatecznie wyjechać przy pętli tramwajowej na Czerwonych Makach.
Potem nie zostaje mi już nic innego, jak mijając liczne biurowce, Kampus UP JP2 dotrzeć do miejsca, z którego zaczynałem wycieczkę, czyli do Kampusu UJ.
Trasa wyszła taka jak w tytule relacji – misz-masz, pomieszanie z poplątaniem, groch z kapustą, wymyślana po drodze, zmieniana pod wpływem impulsu lub zachcianki. Czy taka wycieczka była gorsza od zaplanowanej w szczegółach, wymuskanej w detalach trasy? Według mnie nie. Czasem jest dobrze odpuścić planowanie i pozwolić dojść do głosu intuicji, podszeptom wspomnień czy sentymentom. Myślę, że ważniejsze jest, żeby w ogóle ruszyć się z domu, nawet bez żadnego planu, niż kombinować, gdzie pojechać, i nie mogąc się zdecydować, zostać w nim.
Podsumowując wycieczkę, odwiedziłem miejsca, które bardzo lubię, do których czasem tęsknię, które miałem w planie odwiedzić, ale nie wpisywały się w zaplanowane trasy. Nie musiałem się koncentrować na przebiegu trasy, dzięki czemu mogłem skupić się na otoczeniu, czerpiąc czystą radość z jazdy.
PODSUMOWANIE

MAPA
GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ
Może Cię również zainteresować:
☕ WSPÓLNA KAWA ☕
Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:



