Skip to content
Menu
Wiatr w Szprychach
  • Strona główna
  • Relacje
  • Rozmowy
  • Różne Różności
  • Kontakt
Wiatr w Szprychach

CHĘCINY… poza utartym szlakiem

Opublikowano 28 maja 202628 maja 2026

Bartłomiej Pawlak

Żyjąc w ciągłym zabieganiu, w naszych wyborach często kierujemy się tym, co wyświetla się nam na ekranach telefonów, co jest mocno promowane lub przyjmowane jako główne atrakcje regionu. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jednak bardzo często umykają nam prawdziwe perełki leżące trochę na uboczu, w cieniu, z mniejszą siłą przebicia w social mediach. A wystarczy czasem zjechać z głównej trasy ledwie kilka kilometrów i oczy rozszerzają się nam ze zdziwienia – jak to? To tutaj są takie cuda? I wtedy okazuje się, że nie trzeba pędzić za przewodnikiem w kilkudziesięcioosobowej grupie, że jest czas na spokojne, czasami leniwe zwiedzanie, okazja do rozmowy z prawdziwymi pasjonatami. Czas zwalnia, a my nie mamy poczucia, że jesteśmy kolejną bezimienną grupą w „fabryce” atrakcji turystycznej. Oczywiście nie ma niczego złego w zwiedzaniu takich topowych miejscówek, sami wielokrotnie to robimy, ale zazwyczaj poza sezonem, lub przy gorszej pogodzie.

Tym razem postanowiliśmy opuścić główne trakty i skupić się na tym, co znajduje się w cieniu wielkich atrakcji regionu, odwiedzić miejsca leżące, jak w tytule tej relacji – poza utartym szlakiem. Wybór padł na Województwo Świętokrzyskie, a dokładniej okolice Chęcin. I właśnie – kto tak na szybko jest w stanie z pamięci wymienić kilka miejsc wartych odwiedzenia w okolicy? Nasuwająca się z automatu odpowiedź to: Zamek Królewski w Chęcinach, bo góruje nad okolicą, gdy przejeżdżamy ekspresówką z Krakowa do Warszawy, Jaskinia Raj i może jeszcze Kadzielnia w Kielcach… I co więcej? My też nie wiedzieliśmy, więc postanowiliśmy to sprawdzić. W okolicach Chęcin spędziliśmy na zwiedzaniu trzy intensywne dni, przyglądając się z perspektywy rowerowego siodełka, co interesującego czeka tutaj na turystów. Przekazujemy Wam zebrane w pigułce pomysły na wycieczki i naszą listę atrakcji wartych polecenia. My zrobiliśmy to w ekspresowym tempie, ale podpowiadamy, żeby się nie spieszyć i poświęcić więcej czasu na zwiedzanie każdego z miejsc. Nie przedłużając, zapraszamy na relację „CHĘCINY… poza utartym szlakiem”.

JAK DOJECHAĆ

Lokalizacja Chęcin nie jest przypadkowa – to dawne przecięcie szlaków handlowych wschód-zachód oraz północ-południe. Dzisiaj nadal korzystamy z tych osi komunikacyjnych, zapewne nie zdając sobie nawet z tego sprawy, czego przykładem jest choćby droga ekspresowa S7 przebiegająca przez Chęciny, łącząca Tatry z Bałtykiem. Dzięki takiej lokalizacji czas dojazdu własnym samochodem do Chęcin z miast takich jak Kraków, Warszawa, Lublin, Częstochowa czy Łódź zajmuje zazwyczaj nie więcej jak 1-2 godziny. Warto rozważyć również opcję dotarcia tutaj koleją – sprawdziliśmy, przejazd pociągiem Polregio z Krakowa do położonej obok Chęcin Wolicy zajmuje w okolicach dwóch godzin, bez przesiadek, z możliwością przewiezienia roweru i za stosunkowo niewielkie pieniądze. To również kilkanaście minut jazdy pociągiem od Kielc, gdzie z dalszym regionów Polski można dojechać wygodnie z rowerem pociągiem Intercity i z przesiadką dotrzeć do Wolicy.

DZIEŃ 1 – ZACZYNAMY!

Naszą przygodę zaczynamy właśnie w Wolicy, skąd roztacza się piękny widok na Zamek Królewski w Chęcinach. Widok zamku górującego na okolicą, jego trzy wieże będą nam towarzyszyć przez najbliższe dni, stanowiąc swoisty punkt odniesienia w terenie.

Spotykamy się w Muzeum Motoryzacji ARS OLD CAR, gdzie po szybkiej kawie wraz z naszymi lokalnymi przewodnikami wyruszamy ku nowej przygodzie. Gdziekolwiek jesteśmy, zawsze słuchamy osób mieszkających w okolicy, bo to oni znają mega interesujące miejsca, o których milczą przewodniki. Tym razem do naszej blogowej ekipy dołączają Kamil i Piotr, którzy oprócz tego, że będą nam towarzyszyć przez pół dnia, podzielą się swoją wiedzą o regionie i znajomością lokalnych dróg.

WOLICA

Zaczynamy od zwiedzania starego młyna wodnego położonego nad Czarną Nidą. Częściowo zachowany, częściowo w ruinie, zbudowany z lokalnego kamienia. Obecnie nieczynny, ale według naszych przewodników jeszcze nie tak dawno temu mełł zboże na mąkę. Przy młynie zlokalizowana jest również elektrownia wodna, ale z nietypowym i rzadko spotykanym obecnie (przynajmniej w naszej ocenie) rozwiązaniem napędu – turbiną ślimakową, zwaną również turbiną Archimedesa. Dobudówka, w której mieszczą się aparaty elektrowni, jest zdecydowanie młodsza niż sam młyn, ale dzięki zachowaniu stylistyki obiektu ładnie komponuje się z resztą zabudowań.

Rezerwat przyrody w nieczynnym kamieniołomie wapienia w Wolicy to miejsce, gdzie warto na chwilę podjechać. Niecka dawnego wyrobiska wypełniona jest wodą, tworząc malownicze jeziorko. Historia tego miejsca związana jest z postacią Joachima Hempla – przemysłowca, inżyniera oraz senatora RP, który odkupił od poprzedniego właściciela kamieniołom wraz z wapiennikiem i dokonał jego modernizacji. Hempel wybudował również w Wolicy swoją rezydencję, która niestety obecnie jest w słabej kondycji. Do willi Hempla nie można wejść, ale jest pewien sposób, żeby zobaczyć jak wyglądają jej wnętrza. Jaki? Dowiecie się w dalszej części relacji.

SIEDLCE

Po opuszczeniu Wolicy kierujemy się do kolejnej miejscowości – Siedlec. Czeka nas tam nie lada zaskoczenie w postaci średniowiecznej wioski rycerskiej – to Gród Pędzików. Kuźnia z kolekcją broni, obóz rycerski, fikuśne domki rycerskie, w których można przenocować, rzeźbione krzesła z popiersiami królów, grill nakryty rycerskim hełmem, katapulta i wiele innych atrakcji. Można tu wypocząć w ciszy i spokoju, lub zorganizować event – nie będzie nudy ani dla młodszych, ani dla starszych. Wisienką na torcie jest kolekcja husarskich zbroi, które właściciel zgromadził w salonie domu. A jeśli jeszcze uda się go Wam nakłonić do wzięcia gitary w dłoń, to będzie kolejna niespodzianka, bo pan Andrzej jest autorem znanej piosenki. Jakiej? Nie powiemy, trzeba przyjechać i sprawdzić.

SOBKÓW

W drodze do Sobkowa czeka nas kilka kilometrów spokojnej trasy bocznymi drogami z małym ruchem, za to z jakimi landszaftami! Z początku oczywiście widoczki na zamek w Chęcinach, kontrastującą z nim cementownię Nowiny, pola, łąki i lasy. Dalej okoliczne wzniesienia przypominają momentami pienińskie klimaty (spotkaliśmy nawet pasące się stadko owiec). W Sobkowie przystanęliśmy na chwilę, a Kamil przybliżył nam historię miejscowości, po czym zajechaliśmy na Zamek Rycerski w Sobkowie.

Z zamku, po dziś dzień, zachowały się jedynie fragmenty murów w formie trwałej ruiny. Poniżej kolumnady tarasu, która oparła się wichrom zarówno natury, jak i historii, znajduje się zadbany i ładnie zagospodarowany ogród. Z trzech stron teren otaczają dawne budynki podworskie, w których obecnie znajdują się stadnina koni, część hotelowa oraz restauracyjna. W restauracji Pod Zakutym Łbem uwagę zwraca rycerski wystrój sali jadalnej. Od zachodu dostępu do zamku broniła i nadal broni rzeka Nida.

TOKARNIA

Droga z Sobkowa przez Sokołów i Brzegi do Tokarni to taki odcinek, który po prostu trzeba pokonać, brak po drodze jakichś szczególnych atrakcji. Sobków – Brzegi momentami dosyć ruchliwy, czasami z ciężarówkami z pobliskiego kamieniołomu, ale bez dramatu, bo jezdnia jest dosyć szeroka i nie mieliśmy wrażenia spychania nas do rowu. Co do fragmentu Brzegi – Tokarnia, to stara krajowa „siódemka”, z której ruch zdjęła biegnąca obok „eska”. Prawie bez ruchu, z szerokimi poboczami – nie ma się czego przyczepić. Patrząc na chęciński zamek znajdujący się wprost przed nami, Kamil wskazuje na wzgórze po lewej opowiadając o okopach z czasów I Wojny Światowej zachowanych do dzisiaj.

Towarzyszący nam Piotr odłączył się od grupy nieco wcześniej, a na parkingu przed skansenem w Tokarni przyszedł czas na pożegnanie się z Kamilem. Dzięki Panowie za miłe towarzystwo w drodze i solidną dawkę wiedzy.

Park Etnograficzny w Tokarni – Muzeum Wsi Kieleckiej został założony 50 lat temu na obszarze o powierzchni 65 hektarów. Na tak wielkim terenie znajduje się blisko 70 różnego rodzaju obiektów – chałup, obejść, budynków gospodarczych, rzemieślniczych, szkoła, sklep, dwór, kościół, a nawet wiatraki czy młyn. W każdym można zobaczyć wyposażenie stosowne do funkcji i miejsca pochodzenia obiektu. Całość jest pogrupowana tematycznie w sektory: małomiasteczkowy, wyżynny, dworsko-folwarczny, świętokrzyski oraz nadwiślański i lessowy. Na terenie skansenu można spotkać wolno chodzące zwierzęta gospodarskie. Co ciekawie, to muzeum na wolnym powietrzu jest pierwszym, w którym byliśmy, gdzie zwiedzać można jeżdżąc rowerem, co przy jego rozległości (65 ha) zdecydowanie ułatwia poruszanie się. Niemniej jednak, nawet korzystając z roweru, radzimy przeznaczyć minimum pół dnia, żeby w miarę dokładnie obejrzeć całość. Ze względu na specyficzne położenie do skansenu oprócz samochodu i roweru można dotrzeć w jeszcze jeden sposób, ale o tym będzie w dalszej części tekstu.

NA OBIAD

Po zwiedzaniu skansenu wiedzieliśmy, że czeka nas długi odcinek, gdzie nie napotkamy żadnej gastronomii, więc szybko zdecydowaliśmy się zrobić przerwę obiadową w Restauracji Cynamon. To raptem 300 m od skansenu, po drugiej stronie dawnej krajówki. Przed restauracją i hotelem, który się tam również znajduje, jest spory parking, więc jedząc obiad można mieć swoje rowery cały czas na oku. Duża sala, szybki serwis, przychylność rowerzystom – to dobra miejscówka na przerwę w podróży i regenerację.

MOSTY

W Tokarni dołączyła do nas pozostała część blogowej ekipy, oraz nasza przewodniczka Karolina, więc już w komplecie kontynuowaliśmy jazdę. Ze starej „siódemki” odbijamy w lewo, ale nie w drogę pod zamek, ale jeszcze bardziej w lewo, w stronę Mostów. Droga lekko pnie się w górę, drzewa dają cień, więc kilometry bystro umykają nam pod kołami.

W Mostach Karolina skręca w lewo i zabiera nas na most nad Czarną Nidą, gdzie według legendy, królowa Bona opuszczając Chęciny wpadła w tarapaty. Most pod ciężarem ostatniego wozu wypełnionego kosztownościami i złotem załamał się, pochłaniając cenny ładunek. Okazało się, że znajomość tej historii okazała się wieczorem przydatna, o czym jednak później.

MIEDZIANKA

Dalej niczym wicher mkniemy przez Jedlnicę, Bolmin i Zajączków kierując się w stronę Miedzianki. Przed nami kilka kilometrów drogi, z początku płaskiej, z czasem przechodzącej jednak w rollercoaster podjazdów i zjazdów, niestety z przewagą tych pierwszych. Z lekkim opóźnieniem docieramy do Miedzianki i jeszcze rzutem na taśmę udaje się nam zwiedzić ekspozycję Muzealnej Izby Górnictwa Kruszcowego w Miedziance. Przybliża ona historię, metody oraz technikę wydobycia kruszców i minerałów na tych terenach oraz warunki pracy, a także sprzęt używany przez górników. Dodatkowo prezentacja jest wzbogacona o odrobinę geologii oraz sporą kolekcję minerałów. Przed budynkiem można zobaczyć konstrukcję dawnej wieży wyciągowej, wagoniki transportowe, sporej wielkości głazy, a nawet kamień przepowiadający pogodę (ponoć ze 100% pewnością).

Myśleliśmy, że Miedzianka, to tylko ekspozycja związana z wydobyciem minerałów, ale Karolina szybko wyprowadziła nas z błędu, zabierając całą ekipę na szczyt góry o tej samej nazwie. Po drodze pokazała nam sztolnię, w której urzędują nietoperze, dzieląc się z nami informacjami o nich. Podejście na szczyt Miedzianki spowodowało szybsze bicie serca, ale to, co zastaliśmy na szczycie, było warte włożonego wysiłku. Miała rację Karolina mówiąc, że ze szczytu roztacza się niczym nie zaburzona panorama 360 stopni. Korzystając z pięknej pogody i przejrzystego powietrza zabawiliśmy chwilę na wierzchołku Miedzianki, podziwiając widoki oraz robiąc zdjęcia. Patrząc na  wschód widać ogrom kamieniołomu Gałęzice oraz zakładu przetwórczego Nordkalk w Miedziance. W niedzielę będziemy mieli możliwość przyjrzenia się kamieniołomowi z przeciwległego końca, do strony Gałęzic.

GOŚCINIEC

Po powrocie do rowerów pozostało nam dokręcić ostatnie kilometry do Chęcin, korzystając z siły grawitacji i nabranej wcześniej wysokości. Po drodze okazało się, że mamy do zobaczenia jeszcze jedno interesujące miejsce, a mianowicie pomnik poświęcony lotnikom tutejszej szkoły szybowcowej, poległym na frontach II Wojny Światowej. Odsłonięcia pomnika w 1992 roku dokonał as przestworzy, gen. Stanisław Skalski – ten sam, o którym wspominaliśmy w trakcie ubiegłorocznej wycieczki „Śladami biało-czerwonej szachownicy”, przybliżającej początki polskiej awiacji. Ot, jak niespodziewanie przeplatają się wątki naszych wycieczek.

Naszą wycieczkę kończymy w Chęcinach, witani piękną panoramą zamkowego wzgórza.

KOLACJA

Dzień kończymy wizytą w położonej przy samym chęcińskim Rynku Trattorii JEST MOCarella. Celowo użyłem słowa „dzień”, bo po pysznym włoskim jedzeniu czeka nas jeszcze wieczorne zwiedzanie miasta. Trattoria mieści się w zabytkowej kamienicy po zachodniej stronie Rynku. W przytulnym wnętrzu można spróbować świetnej włoskiej pizzy z pieca opalanego drewnem oraz innych specjałów rodem ze słonecznej Italii.

NOCNY SPACER Z KRÓLOWĄ BONĄ

To było niesamowite doświadczenie – zwiedzać Chęciny w ostatnich poblaskach zachodzącego słońca i później, już po zmroku. Za przewodniczkę mieliśmy nie lada personę, bo samą królową Bonę, w postać której wcieliła się przewodniczka, pani Agnieszka z Magiczne Chęciny z Królową Boną. Zabrała nas w podróż przez wieki historii Chęcin, przez miejsca charakterystyczne dla miasta jak klasztor o.o. Franciszkanów, klasztor s.s. Bernardynek, Niemczówkę, Rynek, aż po kościół św. Bartłomieja.

Ze względu na wieczorowo-nocną porą, zwiedzanie odbywało się tylko z zewnątrz, bez wchodzenia do budynków, ale przy plastycznych opisach królowej Bony w atmosferze tajemniczości wieczoru, wyobraźnia sama malowała obrazy z opowieści. Była też gra terenowa z zagadką do rozwiązania, podziwianie Chęcin widzianych z góry, roziskrzonych światłami w czerni nocy. Na koniec, podczas opowieści o zamku, jak na zawołanie, na murach ukazała się na postać Białej Damy. Magia…

NOCLEG

Z ręką na sercu możemy odczarować pokutujące, rodem z czasów PRL-u postrzeganie schronisk PTSM. To już nie siermiężne, kojarzące się z najtańszym sposobem nocowania i byle jakim standardem obiekty. Teraz to miejsca, gdzie skromnie, ale schludnie i komfortowo można wypocząć po trudach zwiedzania.

Duże, ładnie umeblowane pokoje z łazienkami, w których swobodnie można by było zatańczyć walca angielskiego oraz królewskim (a jakże!!!) widokiem z okna, na chęciński zamek. Do tego dostęp do wspólnej kuchni, zamykany po 22:00 teren oraz miejsce do przechowania rowerów. Takie właśnie ekstra warunki czekały na nas w Powiatowym Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Chęcinach.

DZIEŃ 2 – ZACZYNAMY DO ARS OLD CAR

Czy może być coś bardziej ekscytującego niż widok z okna na Zamek Królewski w Chęcinach zaraz po przebudzeniu, z kubkiem aromatycznej kawy w ręce? Rano wydawało się nam, że nie, ale dzień z każdą upływającą godziną przynosił nowe atrakcje.

Zaczęło się od razu z wysokiego „C” w Muzeum Motoryzacji ARS OLD CAR w Wolicy. Nasza liczna grupa została podzielona na dwie – pierwsi szczęśliwcy zostali ubrani w kamizelki i hełmy strażackie, po czym wpakowani do wnętrza strażackiego, blaszanego Żuka. Fotele, pasy bezpieczeństwa i takie rzeczy w czasach produkcji tego wehikułu czasu, to była zbędna brawura – na co to komu? Smród spalin we wnętrzu, ogłuszający ryk silnika i walka o utrzymanie się na wąskiej ławce na wybojach – niezapomniane wrażenia z jazdy na akcję!

Szczęśliwie wszyscy przeżyli i mogliśmy wysłuchać historii położonej nieopodal willi Hempla, podziwiać pejzaże Chęcin i widocznych w oddali Gór Świętokrzyskich. Po powrocie, druga grupa ruszyła na akcję, a my, dzięki nowoczesnej technologii VR, udaliśmy się na wirtualny lot balonem nad okolicami Chęcin. Na początku wspominałem, że chociaż willa Hempla jest niedostępna dla zwiedzających, to jednak można obejrzeć jej wnętrza. Jak? Dzięki chłopakom z ARS OLD CAR i okularom VR udajemy się na wirtualne zwiedzanie budynku.

Po takich doznaniach czas było wrócić do realu, bo czekało na nas zwiedzanie muzeum, którego motywem przewodnim jest Citroen 2CV, czyli popularna kaczka, jaką siała postrach na francuskich drogach siostra Klotylda z cyklu filmów o żandarmie z Saint Tropez. Tutaj Citroen 2CV króluje w każdej formie i postaci – trzeba przyjechać i przekonać się o tym osobiście, bo Robert z Anią to prawdziwi pasjonaci tego pojazdu, którzy zgromadzili tutaj pokaźną kolekcję. Oprócz „kaczki” w muzeum znajdują się inne perełki francuskiej myśli technicznej, wyprzedzające epokę, w której powstały. Na koniec ciekawostka – to również jedno z kilku miejsc, gdzie można kupić oryginalny Piernik Królewski z Chęcin.

DWÓR STAROSTÓW CHĘCIŃSKICH

Aż żal było opuszczać ARS OLD CAR, ale czekały nas zaplanowane na ten dzień kolejne atrakcje, w tym zwiedzanie Dworu Starostów Chęcińskich w Podzamczu. Dwór powstał na początku XVII wieku, kiedy w wyniku rokoszu Zebrzydowskiego zamek w Chęcinach został zdobyty i zniszczony.

Tutaj urzędowali starostowie chęcińscy, gospodarując podległymi włościami. W towarzystwie naszego przewodnika, pana Zbigniewa udajemy się na zwiedzanie ekspozycji znajdującej się w komnatach oraz na spacer po barokowych ogrodach, reprezentacyjnej alei ze szpalerem starych drzew, aż po bramę triumfalną upamiętniającą zwycięski powrót Jana III Sobieskiego spod Wiednia. Usłyszeliśmy barwną opowieść o historii dworu, kolejnych starostów, życiu codziennym i wzniosłych wydarzeniach.

Na koniec obejrzeliśmy fenomenalną kolekcję zgromadzonej tutaj broni. To wszystko, o czym usłyszeliśmy, mogliśmy również niejako namacalnie odczuć, bo akurat przez cały weekend rozgrywało się wielkie widowisko plenerowe „Dwór w ogniu” z inscenizacją ataku Szwedów. W związku z tym cały teren wokół dworu stał się jednym wielkim obozem wojskowym dla wielu grup rekonstrukcyjnych biorących udział w wydarzeniu.

Były prezentacje, odprawy i przemarsze barwnych regimentów różnego rodzaju wojsk, zakończone widowiskową bitwą o dwór. To koniecznie trzeba zobaczyć na własne oczy. Impreza jest cykliczna, zatem warto się wybrać na kolejną edycję w przyszłym roku. Rezerwujcie datę w kalendarzu.

CENTRUM NAUKI LEONARDO DA VINCI

Po sąsiedzku, tuż obok Dworu Starostów znajduje się Centrum Nauki Leonardo Da Vinci – miejsce, gdzie łącząc zabawę z nauką w przystępny sposób można przyjrzeć się oraz zrozumieć procesy fizyczne, chemiczne, czy biologiczne zachodzące wokół nas.

Kopernik, Sowa, Cogiteon – również oferują podobny sposób poznawania świata poprzez eksperymenty i interaktywne eksponaty, jednak tym, co wyróżnia centrum Da Vinci od pozostałych, to część ekspozycji poświęcona wynalazkom i rozwiązaniom tego słynnego średniowiecznego wizjonera, którego imię nosi Centrum. To miejsce, w którym nie ma nudy i zupełnie nie czuć upływu czasu. Dobrze bawiła się starsza część naszej ekipy, świetną zabawę miała również nasza młodzież.

OBIAD

Prosto z centrum udaliśmy się do położonej tuż obok dworu Restauracji Da Vinci. Czekając na obiad mogliśmy przez okna lokalu podziwiać przemarsze grup rekonstrukcyjnych zmierzających na plac boju lub wracające z niego. Dodatkowo mieliśmy niewątpliwą przyjemność porozmawiania z właścicielką restauracji, panią Renatą, o filozofii przyświecającej temu miejscu, dobrej energii oraz równowadze.

Ta rozmowa była prawdziwą ucztą dla ducha, a już chwilę później nasze kubki smakowe przeżywały uniesienie, gdy na stole zawitała pieczona kaczka. Następnym razem spróbujemy jagnięciny, która jest kolejnym popisowym daniem tej restauracji. Jak usłyszeliśmy, idea przyświecająca temu miejscu jest taka, żeby można było posmakować tradycyjnej, staropolskiej kuchni, jaka gościła dawniej na dworskich stołach.

SPŁYW KAJAKOWY CZARNĄ NIDĄ

Po południu ponownie zawitaliśmy do Wolicy, jako że wszyscy z niecierpliwością czekali na zaplanowany spływ kajakowy. Mając na uwadze dosyć późną porę, za radą organizatora spływu – firmy Bastek / nidy.pl – zdecydowaliśmy się na pięciokilometrowy spływ Czarną Nidą z Wolicy do Brzegów. Trasa poza pierwszymi metrami okazała się bajecznie łatwa, bez żadnych utrudnień, niebezpieczeństwa, czy konieczności noszenia kajaków.

Co prawda na samym początku kilka pierwszych zakrętów podniosło nam poziom adrenaliny, ale później kajaki leniwie sunęły po gładkiej toni rzeki. Czarna Nida na tym odcinku kluczy i meandruje, co sprawia, że nie ma nudy, a jednocześnie jest na tyle szeroka, że ze sterowaniem kajakiem poradzi sobie nawet początkujący kajakarz. Po zakończeniu spływu wyciągnęliśmy kajaki na brzeg, zapakowaliśmy sprzęt oraz siebie do busów, po czym wróciliśmy pełni wrażeń na miejsce startu.

W bazie znajdują się pole namiotowe, toalety, bar oraz grill, więc spływ kajakiem można połączyć z innymi formami wypoczynku. Warto zwrócić uwagę na ofertę łączoną obejmującą spływ kajakiem wraz ze zwiedzaniem skansenu w Tokarni. W ramach jednego biletu można uskutecznić spływ z Wolicy aż do Tokarni, następnie udać się na zwiedzanie Muzeum Wsi Kieleckiej, by na koniec powrócić na przystań w Wolicy.

WIECZÓR

Po ogromie wrażeń z całego dnia, nasze doznania, emocje i uwagi podsumowaliśmy przy wieczornych rozważaniach przy grillu. Jak to zwykle bywa, w takich chwilach zupełnie nie czuje się upływu czasu i ani się spostrzegliśmy, kiedy zapadł zmrok. Na zakończenie dnia natura obdarowała nas jeszcze cudnym zachodem słońca. Wyobraźcie sobie moment, gdy słońce schowało się już za widnokrąg i czerwona poświata nad horyzontem rozświetla ruiny zamku na tle ciemniejącego nieba…

DZIEŃ 3 – ZWIEDZANIA CHĘCIN CIĄG DALSZY

Kolejny dzień, kolejne atrakcje. Zaczynamy od spaceru ulicami Chęcin w towarzystwie zacnego rycerza Rafała, znanego lokalnie jako Anima Libera Guide, który czekał już na nas przy studni na Rynku. Trzy godziny w jego towarzystwie, pośród fascynujących opowieści o historii i teraźniejszości, tolerancji oraz jej braku na przestrzeni wieków, zmianach, a także postępie cywilizacyjnym zleciały niby kilka mrugnięć okiem.

Wspólnie zwiedziliśmy kamienicę zwaną Niemczówką, poznaliśmy ewolucję odzienia i broni średniowiecznego rycerza, zwiedziliśmy ekspozycję poświęconą realizacji filmu „Pan Wołodyjowski” oraz usłyszeliśmy liczne anegdoty z planu filmowego. Następnie zajrzeliśmy do klasztorów Bernardynek i Franciszkanów, jednak w żadnym wypadku nie było to powielanie opowieści królowej Bony z piątkowego spaceru, lecz raczej ich ciekawe uzupełnienie z innej perspektywy.

Następnie przeszliśmy przez Mały Rynek i główny Rynek, pośród dyskusji i wymiany poglądów dotarliśmy aż do Centrum Pamięci Kultury Żydowskiej w Chęcinach w budynku dawnej synagogi. Obejrzeliśmy wnętrze, zapoznaliśmy się ze zgromadzonymi eksponatami, historią chęcińskich Żydów, a na koniec zaglądnęliśmy do babińca, skąd przez niewielkie okienka z góry można było ogarnąć wzrokiem wnętrze synagogi. Naszą wycieczkę przez różne koleje losu Chęcin zakończyliśmy przy Cukierni Ramiączek, gdzie – jak zapewniali nas zarówno Anima Libera Guide oraz królowa Bona – można skosztować najlepszych jagodzianek pod słońcem.

PIEROGI

W porze obiadu, zgodnie z rekomendacją, udaliśmy się na pierogi do Pierogarni&Bistro Ze Smakiem. Popróbowaliśmy pierogów chęcińskich, świętokrzyskich, tradycyjnych ruskich, ale też na słodko z truskawkami. Pyszne, pierogi z cienkim i sprężystym ciastem, delikatnymi brzegami, dużą ilością farszu, są tutaj ręcznie lepione tuż przed wrzuceniem ich do wrzątku. I ta porcja, solidna i pożywna – jak się okazało, energii po obiedzie starczyło nam do wieczora, mimo, że rowerowa trasa okazała się dość wymagająca.

ROWERAMI NA TURYSTYCZNYM SZLAKU

Po raz kolejny w rolę naszego przewodnika wcieliła się Karolina, która zna tutaj chyba każdą dróżkę, ciekawostkę i atrakcję. Trasa miała liczyć koło 25 km, do pokonania szybko i sprawnie. Jak w takich sytuacjach bywa, mimo że sprawnie, to szybko się nie dało. Od razu informujemy – to piękna, atrakcyjna pod względem przyrodniczym, geologicznym i edukacyjnym trasa, ale nie dla każdego i nie pod każdy sprzęt. Obowiązkowy jest rower z grubszą oponą (są piaszczyste odcinki) z przełożeniami (bywa pod górkę), wypchane po brzegi sakwy również nie będą tutaj wskazane. Kogo jednak powyższe nie przeraża i czuje się na siłach, to polecamy – my byliśmy zachwyceni.

Wyruszamy w stronę góry Zelejowej, u wejścia do rezerwatu, zostawiamy rowery przy wiacie i pieszo ruszamy ścieżką w las i dalej w górę na skałki. Widoki są przednie – pod nogami przepaść, na wprost cudne panoramy. Trzeba uważać na kamiennych blokach, ale nie ma niczego, czego w miarę sprawna osoba w pełnym obuwiu nie byłaby w stanie pokonać.

Wracamy do rowerów i zaczynają się „schody”, a w rzeczywistości piach na ścieżce pod lasem. Piach pojawia się i znika, więc przy węższej oponie może być trochę jazdy i pchania na przemian. Opony powyżej 2’’ spokojnie sobie poradziły, ciężki elektryk na oponach 1,75’’ miał już problemy. Kolejne podejście przez las – w pewnym momencie zostawiamy rowery i ruszamy dalej na nogach – tak jest szybciej.

Docieramy do Jaskini Piekło, robimy obowiązkowe zdjęcia na diabelskim tronie, po czym schodzimy w dół, ku wejściu do jaskini. W taki upalny dzień chłód we wnętrzu groty jest zbawienny. Jaskinia Piekło jest krótka, ale na tyle wysoka, że nie ma konieczności schylania się ani przeciskania. Jest ona również schroniskiem dla nietoperzy, dlatego też warto pamiętać, by ich nie płoszyć.

Wracamy do pozostawionych rowerów, po czym kontynuujemy walkę z piaszczystą drogą. Po chwili ponownie większość z nas zostawia pojazdy „w krzakach” i spacerkiem podchodzi do kamieniołomu Stokówka. To specyficzne miejsce – występująca tu żyła marmuru chęcińskiego zwanego różanką zelejowską została wybrana w trakcie eksploatacji, pozostawiając charakterystyczną przecinkę w masywie góry. To miejsce jest tłumnie odwiedzane przez wspinaczy, co mogliśmy sami zaobserwować. Wspinaczkowym klimatem przypomina mi nasze jurajskie doliny: Bolechowicką, Kobylańską, czy Będkowską.

Wyciągamy rowery z chaszczy i zaczynamy podjazd szeroką szutrową drogą wzdłuż ogrodzenia kamieniołomu Gałęzice. To ten sam kamieniołom, którego fragment oglądaliśmy pierwszego dnia z Miedzianki. Stojąc nad skrajem wyrobiska, widok robi piorunujące wrażenie – gigantyczny kanion wydrążony w ziemi, długości blisko 1,5 km, szerokości pewnie z 300-400 m i głębokości dochodzącej do 120 m. Wydobycie prowadzone jest na kilku poziomach, drogi technologiczne prowadzą z jednego tarasu na drugi, a dołem kamieniołomu nawet płynie rzeka. Jest niedziela, więc prace nie są prowadzone, ale ponoć ogromne ciężarówki wożące kruszywo wyglądają niczym małe, dziecięce zabawki.

Przed nami trochę asfaltu, leśna droga, odrobina piasku, co czym długi fragment szutrami premium przez lasy, by w końcu asfaltem dojechać od drogi ekspresowej S7. Przeskakujemy mostem nad dwupasmówką i polną drogą wzdłuż ogrodzenia ekspresówki zmierzamy do kamieniołomu Szewce. Ściana kamieniołomu posiada wyraźnie zarysowane warstwy o dużej miąższości, z widocznymi skutkami fałdowania, w postaci skośnego ich ułożenia.

Znowu pomykamy leśną drogą przez las, aż do asfaltu i ścieżki rowerowej pnących się umiarkowanie w górę. Po lewej stronie, na zboczu Czerwonej Góry znajduje się kamieniołom Zygmuntówka, w którym to kamieniołomie król Zygmunt III Waza polecił wykuć 44 metrowej wysokości kolumnę. Rezygnujemy z wizyty w Zygmuntówce, bo Karolina ostrzega nas przed pchaniem rowerów piaszczystą drogą, a przecież śladów po kolumnie i tak nie dostrzeżemy.

Ostatnią atrakcją jaką mamy zobaczyć jest położona na zboczu, powyżej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Czerwonej Górze  głęboka na przeszło 20 m i długa na ponad 80 m Jaskinia Gwarecka. Po jej odnalezieniu pośród zarośli wracamy do Chęcin, kończąc wycieczkę.

SŁODKA NIESPODZIANKA

Nie ma to jak po intensywnym wysiłku w upale polizać pysze, rzemieślnicze lody. Tak właśnie zakończyliśmy nasze poznawanie Chęcin poza utartym szlakiem, na Rynku, w cukierni Lukrowe Chaty, trzymając w dłoniach kruche wafelki pełne smakowitych lodów. To było słodkie podsumowanie naszej wycieczki oraz całego trzydniowego zwiedzania.

Tak jak skończyły się pyszne lody, tak i nasze zwiedzanie tutejszych okolic dobiegło końca. Pożegnaliśmy się z Karoliną dziękując jej za chęć pokazania nam tego co sama uważa za wartościowe i godne zobaczenia, chociaż niekoniecznie opisane w przewodnikach.

Nam pozostało spakować rowery i bagaże, po czym w zachodzącym słońcu obrać kierunek na Kraków. Słońce zaszło, światło zgasło, kurtyna…

PODSUMOWANIE

W piątek rano jechaliśmy do Chęcin znając dwie sztandarowe atrakcje tych okolic – Zamek Królewski i Jaskinię Raj. Wyjeżdżając w niedzielę wieczorem byliśmy bogatsi o co najmniej 20 kolejnych i z następnymi zapisanymi na liście miejsc do odwiedzenia. Było krótko (na tyle, na ile pozwoliły obowiązki zawodowe), za to bardzo intensywnie. Nie ma możliwości w takim krótkim czasie dokładnie i spokojnie wszystkiego zobaczyć. Dzięki temu wyjazdowi Wy macie listę fajnych miejscówek do zwiedzenia w sposób, jaki Wam najbardziej odpowiada, a my wiemy które z widzianych atrakcji w najbliższym czasie chcemy odwiedzić ponownie, aby na spokojnie delektować się ich niespiesznym poznawaniem.

„CHĘCINY…poza utartym szlakiem” – po raz kolejny okazało się, że ciekawe, niecodzienne i wartościowe miejsca nie zawsze znajdują się na pierwszych stronach kolorowych przewodników i folderów. Na pewno dobrze wiedzą o nich ci, którzy mieszkają w okolicy i znają swoje małe ojczyzny jak nikt inny. Po raz kolejny okazuje się, że największym zaskoczeniem są i najbardziej w pamięć zapadają miejsca, które polecają nam gospodarze, u których mieszkamy, sprzedawcy, rzemieślnicy czy restauratorzy, z którymi jest okazja zamienić choć kilka zdań. Każda taka rozmowa buduje wzajemne relacje i sprawia, że turysta czuje, że nie jest traktowany jak kolejny klient, którego trzeba szybko obsłużyć rozglądając się za kolejnym. Dziękujemy wszystkim, którzy podczas naszego pobytu, w trudzie swojej pracy znaleźli kilka chwil na rozmowę i uśmiech. Do zobaczenia, koniecznie poza utartym szlakiem!

PODSUMOWANIE

MAPY

GPX – POBIERZ I ROZPAKUJ

Chęciny poza szlakiem cz.1.gpxPobierz
Chęciny poza szlakiem cz.2.gpxPobierz
Chęciny – kajakiem po Czarnej NidziePobierz

🔻🔻🔻WYPRÓBUJ TRASEO🔻🔻🔻

☕ WSPÓLNA KAWA ☕

Cieszymy się, że przeczytałaś/eś nasz tekst do samego końca. Jeśli Ci się podobało i stwierdzisz, że warto postawić nam kawę, to będzie nam niezmiernie miło:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ostatnie wpisy

  • CHĘCINY… poza utartym szlakiem
  • OŚWIĘCIM – KRAKÓW przez Dolinę Karpia, VeloSkawa i VeloŁączany
  • PRZEZ KRAKÓW W TOWARZYSTWIE KRÓLOWEJ (POLSKICH RZEK)

Kontakt

Cześć,

Jeśli jesteś zapaloną rowerzystką/ rowerzystą, lubisz pisać lub robisz piękne zdjęcia, jeśli w jakikolwiek inny sposób tak jak i my pasjonujesz się rowerami NAPISZ DO NAS. Z chęcią opublikujemy twój artykuł, zdjęcia, zrobimy z tobą wywiad lub pojedziemy razem na wycieczkę.

Nasz mail to: wiatrwszprychach@gmail.com

©2026 Wiatr w Szprychach | Powered by SuperbThemes